17 stycznia 2018

We dwoje


NICHOLAS SPARKS

wydawnictwo: Albatros
ilość stron: 544
format: 14x20,5 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Nicholas Sparks to jeden z moich ulubionych autorów. Chyba mogę pokusić się o stwierdzenie, że jest on nawet w ścisłej czołówce moich ulubionych autorów :) Od momentu kiedy zobaczyłam na stronie wydawnictwa Albatros jego nową książkę nie opuszczała mnie myśl, że koniecznie muszę ją przeczytać. Troszkę mi się zeszło, ale w końcu z ogromną przyjemnością i jeszcze większą ciekawością chwyciłam po tą powieść i co było dalej? Przyznam się Wam, że dosyć długo zeszło mi się z czytaniem tej książki. Po części dlatego, że czas mimo wszystko mam ograniczony, po części dlatego, że książka ta jest jednak dosyć gruba, a po części dlatego, że na początku nie mogłam się w nią wciągnąć... Ale o tym za chwilę, najpierw słów kilka o treści :)

Russel to wspaniały mąż i ojciec, który ma dobrze płatną pracę, którą uwielbia, który ma wspaniały, duży dom, który ma kochającą rodzinę, który sądzi, że ma wszystko co jest mu do szczęścia potrzebne. Jednak na tym idealnym obrazku jest sporo rys, które z czasem zaczynają być coraz bardziej widoczne. W pracy zaczynają dziać się złe rzeczy, szef jest okropny, a współpracownik postanowił wygryźć go z firmy. W domu spędza mało czasu, coraz gorzej dogaduje się z żona, uświadamia sobie, że omija go tak wiele z życia jego córeczki London. Aż w końcu jego życie wywraca się do góry nogami! Traci pracę, a jego żona wcale nie ma zamiaru rezygnować z poziomu życia do którego jest przyzwyczajona. Kiedy on próbuje ratować sytuacje zakładając własną firmę i pozyskując pierwszych klientów, ona idzie do pracy wpędzając go w poczucie, że jest nieudacznikiem i nie potrafi zarobić na rodzinę. Aż w końcu przychodzi taki moment kiedy jego życie po raz kolejny staje na głowie, Vivian - jego żona - zostawia go dla milionera. Russel zostaje sam z córką, musi zająć się firmą, domem, dzieckiem i na dodatek walczyć z żoną o córkę i pieniądze. Na szczęście ma wspaniałych bliskich na których może liczyć w ciężkich chwilach - mamę i tatę, starszą siostrę i jej partnerkę a także... Swoją byłą dziewczynę. Życie rzuca mu pod nogi gigantycze kłody, wielokrotnie próbuje zwalić go z nóg jednak Russel jest silniejszy niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. W końcu zaczyna walczyć o swoje, o to co w jego życiu najważniejsze, o córkę, o miłość, o bliskich, o pracę. Krok po kroku pokonuje kolejne przeszkody. Jednak... Los po raz kolejny daje mu ogromnego kopa, którego niestety odczuje bardzo boleśnie, którego odczują wszyscy w jego najbliższym otoczeniu...

Wspominałam Wam, że nie mogłam wciągnąć się w tę książkę i tak właśnie było na początku, może nawet i w połowie tej powieści. Wkurzał mnie główny bohater i wkurzała mnie jego żona. Okazało się, że ona to wyrachowana zołza, która świetnie potrafi stosować emocjonalny szantaż, która za każdym razem kiedy otwiera usta potrafi wbić człowiekowi szpilę i która w idealny sposób wykorzystuje miłość swojego męża do zdobycia tego czego chce... A on? Według mnie to taki zupełny "pantofel". Robił wszystko co zażyczyła sobie Vivian, przymykał oko na jej wredne zachowania, na jej wahania nastrojów, nie pytał o nic, nie odzywał się kiedy miał jakieś wątpliwości, po prostu jak te piesek leżący kiedyś za szybą w samochodach kiwał tylko głową i przytakiwał wszystkiemu co robiła. A kiedy próbował mieć swoje zdanie jego żona sprowadzała go do parteru i on odpuszczał, aby tylko była ona zadowolona. Nawet po tym kiedy ona kopnęła go w tyłek, on nadal chciał dla niej jak najlepiej... No denerwowało mnie to okropnie, aż miałam ochotę nim wstrząsnąć i nakrzyczeć, żeby się ocknął, żeby się odezwał, żeby się na nią wydarł, zaprotestował i nie zgadzał na wszystko. Ale on w końcu się ocknął, a w momencie kiedy ona odeszła mi zaczęło się lepiej czytać tę książkę ;) To nie tak, że mi się ona nie podobała, podobała mi się i to bardzo, tylko to zachowanie głównego bohatera... Ach działało mi na nerwy po prostu. Ale kiedy w końcu książka ta się rozruszała to wciągnęła mnie na maksa i czytałam ją z ogromnym zainteresowaniem. Jest to bowiem powieść dająca człowiekowi do myślenia, każąca zastanowić się nad swoim życiem, nad życie swoich bliskich. Pokazuje ona jak kruche jest życie, jak niesprawiedliwe potrafi ono być, jak szybko może odebrać nam to co i kogo najbardziej kochamy. Nasz główny bohater mimo przeciwności, które  go spotykały dał sobie radę i myślę, że o to właśnie chodzi, że nie ważne jak często i jak mocno upadniemy, jesteśmy stworzeni tak, że damy radę podnieść się i stanąć na nogi. 

Powiem Wam, że chociaż na początku się wkurzałam, to jednak później potrafiłam się przy tej książce popłakać. W pewnym momencie płakałam tak, że musiałam przerwać czytanie i się uspokoić ponieważ nic nie widziałam. Także taka właśnie jest ta książka - bardzo emocjonująca, wzruszająca, momentami denerwująca, ale na pewno także inspirująca. Moja miłość do Sparksa ani trochę nie zmalała, z niecierpliwością czekam na kolejne jego książki, a tą jak najbardziej Wam polecam! 


15 stycznia 2018

W drodze do szkoły


STANY ZJEDNOCZONE / INDIE

ANNA OBIOLS

wydawnictwo: Święty Wojciech
ilość stron: 36
format: 24x24 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ / TUTAJ

Już wiele razy wspominałam jak bardzo lubię takie książki z pojedynczymi opowiadaniami. Moim zdaniem są bardzo wygodne jeśli chodzi o wieczorne czytanie dzieciom przed snem. Dziecko nie zdąży się wynudzić podczas słuchania, a kiedy opowieść się skończy to wiadomo, że następnego rozdziału już nie będzie, że teraz już czas spać ;) Nie trzeba też z niecierpliwością wyczekiwać, aby dowiedzieć się co będzie dalej. Także takie lektury są zdecydowanie moimi ulubionymi do czytania dzieciom wieczorem.

Dzisiaj pokażę Wam dwie książki z jednej serii. Są to dwie zupełnie inne historyjki chociaż obie prezentują to samo - drogę dwóch chłopców do szkoły. Niby nic niezwykłego jednak w tych przypadkach drogi te są tak różne jak tylko różne być mogą! Jedna z tych książek opowiada o chłopcu ze Stanów Zjednoczonych, druga natomiast o chłopcu z Indii. I chociaż wiadomo, że są to dwa zupełnie inne kraje, nawet inne kontynenty to aż dziw człowieka bierze, że dwójka dzieci w takim samym wieku może się tak diametralnie różnić.

Patrick mieszkający w Stanach Zjednoczonych wstaje o 7.30, na śniadanie zjada swoje ulubione płatki i tost z dżemem i masłem orzechowym. Podczytuje swój ulubiony komiks o superbohaterach. Na  szkolny autobus pędzi na deskorolce. Resztę drogi do szkoły spędza w autobusie  gdzie mija plan filmowy jakiegoś wielkiego filmu ze znanymi aktorami, mija ładną, kolorową dzielnicę, widzi tramwaj i kościół, aż wjeżdża do centrum gdzie stoi mnóstwo drapaczy chmur. W szkole ma zwykłe lekcje, po lekcjach gra w bejsbola, a po szkole przygotowuje strój na zbliżające się Halloween. Dla Patrica to wszystko jest jego zwyczajną codziennością...

A w Indiach? Tam wszystko wygląda całkowicie inaczej. Ramdżet każdego dnia wstaje o 6 rano, aby pójść do szkoły. Do szkoły na drugie śniadanie zabiera thali czyli ryż z warzywami. Podczas drogi towarzyszy mu jego małpka. Wspólnie mijają mnóstwo ludzi i rzeczy. Na przykład spacerują między krowami, które w Indiach są święte, przechodzą przez targ warzywny gdzie każdy każdemu się kłania, mijają słonia mieszkającego w mieście, przechodzą obok hinduskiej świątyni Mandir, kluczą między farbowanymi tkaninami, mijają zaklinacza węży. Dalej czeka ich bardzo ciężkie zadanie, muszą bowiem przejść przez bardzo zatłoczone skrzyżowanie pełne rowerów, riksz, krów, ludzi i samochodów. Po drodze jest też kino i muzyk grający na instrumencie o nazwie wina i w końcu Ramdżet dochodzi do szkoły. A tam uczy się pisać i czytać w języku hindi i angielskim...

Wszystko to bardzo się od siebie różni i cieszę się, że mamy dwie części z tej serii, dzięki temu mogę pokazać moim chłopcom jak wygląda to w innych odległych krajach. Na tylnej okładce widziałam także część o Japonii i Senegalu, jednak nie mogę ich jeszcze znaleźć więc domyślam się, że mogą to być zapowiedzi. Jak tylko na nie trafię to koniecznie uzupełnię serię o te tytuły :) Moim zdaniem są naprawdę ciekawe i pouczające!

Wydawać by się mogło, że to tylko opowiadanie. Nic wielkiego, opis drogi chłopca do szkoły, jednak to coś więcej. Tutaj w tekście "przemycona" jest wiedza. Pojedyncze wyrazy zostały wyszczególnione z tekstu i są one pokrótce wyjaśnione na przykład w książce "Stany Zjednoczone" są to między innymi takie wyrazy jak RZEKA MISSISSIPI, NBA, SZKOLNY AUTOBUS, KOŚCIÓŁ PROTESTANCKI, ŚRÓDMIEŚCIE, JAZZ, COUNTRY, BEJSBOL, CZIRLIDERKA, ŚWIĘTO DZIĘKCZYNIENIA. A w książce "Indie", mamy takie wyrazy jak MONSUNY, THALI, NAMASTE, HINDUIZM, SADHU, HINDI, WIEŻE HANOI...

Jednak te opowiadania to nie jeszcze nie wszystko. Pod koniec książki jest zamieszczona mapa świata z oznaczeniem gdzie znajduje się dany kraj, w tym przypadku Stany Zjednoczone oraz Indie. Natomiast na samym końcu książki jest dodatkowy rozdział nazwany "Chcesz wiedzieć więcej?". Mamy w nim zbiór różnych niedługich ciekawostek dotyczących oczywiście tych krajów na tematy  flag, stolic, ludności, wielkości, waluty, religii, szczytów, pór roku itd.

Podsumowując jest to naprawdę ciekawa i pouczająca lektura. Nie ma tutaj zbyt wiele tekstu, a jednocześnie tak wiele rzeczy zostało w nim opowiedziane. Mamy połączenie przyjemności z nauką i jednocześnie zaspokojenie ciekawości dziecka dzięki dodatkowej wiedzy zawartej na końcu. Do tego kwadratowy, duży i poręczny format, sztywna okładka, śliskie strony, duża czcionka, wielkie, kolorowe i wesołe ilustracje zamieszczone na całych stronach. Mi osobiście bardzo się spodobało i z niecierpliwością będę wyczekiwała kolejnych tytułów z serii. Zresztą nie tylko ja, mój Nikodem - 9latek - także bardzo się tymi historiami zafascynował. Pozostaje mi więc napisać po prostu - POLECAM :)


10 stycznia 2018

Kuchenny Kredens. Polska kuchnia przedwojenna


MONIKA ŚMIGIELSKA

wydawnictwo: Znak Horyzont
ilość stron: 302
format: 17,5x24 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Wychodzę z założenia, że książek kucharskich nigdy zbyt wiele, dlatego też moja kuchenna biblioteczka liczy ich (hmmm) pewnie już z kilkadziesiąt! Naprawdę można by pewnie uznać to już za uzależnienie, no cóż... Pozostaje mi kupienie jakieś super dużej półki do kuchni, żeby moja kolekcja miała swoje miejsce (swoją drogą mam już coś na oku), za to leczenie tego odłożę na później ;)

Nie nazwałabym siebie dobrą kucharką, raczej taką przeciętną. Przez długi czas gotowanie było dla mnie tylko mało przyjemnym obowiązkiem jednak moje podejście odrobinę się zmieniło. Polubiłam wyszukiwanie coraz to nowych przepisów, wypróbowywanie nieznanych smaków, improwizowanie i tworzenie czegoś z niczego ;) Jednak to moje podejście nie zmieniło się aż tak, że bez przerwy z uśmiechem na ustach szaleję w kuchni przy garnkach. Często mimo miliona inspiracji mam wielki dylemat "Co na obiad?" To pytanie mnie prześladuje, czasem nie mam zupełnie ochoty, albo pomysłu, albo potrzebnych składników, a do sklepu nie po drodze... Oj tak, obiady to moje przekleństwo, ale też to właśnie przy daniach głównych najczęściej też eksperymentuje :)

Ale jak zwykle gadam i gadam, a to nie ma nic wspólnego z dzisiejszą książką. Chociaż może odrobinkę ma, w końcu to, że polubiłam gotowanie i wiecznie potrzebuje inspiracji sprawiło, że tak bardzo szaleję za książkami kulinarnymi i zbieram je wszystkie i wszystkie uwielbiam, choćbym niektórych z nich nigdy nie zdążyła użyć i nic z nich wypróbować to i tak ich nie oddam ;) I to prowadzi do książki, którą dzisiaj chciałabym Wam pokazać, a jest nią "Kuchenny kredens. Polska kuchnia przedwojenna".

Nie powiem, że sięgając po tę książkę chciałam wrócić do smaków z dzieciństwa, bo czasy przedwojenne są raczej dalekie od moich czasów dziecięcych. Moje babcie natomiast nie były jakimiś wspaniałymi kucharkami, chociaż faktycznie, muszę przyznać, że kilka ich da zapadło mi szczególnie w pamięć :) Jednak mimo wszystko postanowiłam chwycić po tę właśnie książkę, tak po prostu z ciekawości. Naprawdę byłam, zresztą nadal jestem ogromnie ciekawa tych przedwojennych smaków i już mam pewność, że kilka z nich postaram się odtworzyć w mojej kuchni i przekonać się co i jak jadało się kiedyś. Wydawać by się mogło, że kuchnia w tamtych czasach była uboga, mało różnorodna, mało kolorowa, nuda... Nic bardziej mylnego! Z tej książki wynika, że było pięknie i pysznie :)

Kuchenny Kredens to nic innego jak blog kulinarny prowadzony przez kobietę taką jak Ty czy ja czyli panią domu, która gotowaniem wcale nie zajmuje się profesjonalnie lecz mimo tego kocha to robić i zapewne robi to bardzo dobrze i smacznie. Z tej miłości powstała ta książka. Przyznam, że dotychczas nie zaglądałam na tę stronę internetową, ale za to teraz mam cały zbiór przepisów w formie książki, a to uwielbiam jeszcze bardziej :) Ale znowu to robię, gadam i gadam, a Wy pewnie jesteście ciekawi konkretów prawda? Czyli już przechodzę do tego co wewnątrz tej książki się znajduje.

Oczywiście są to przepisy, ale nie tylko. Mamy tutaj bowiem porady kuchenne prostu z przedwojennych książek wzbogacone przemyśleniami autorki, mamy też trochę zdjęć z dawnych lat, inspiracji i pomysłów. No i w końcu, są i przepisy, jak sama autorka wspominała, są to zbiory przepisów z dawnych zeszytów i książek kulinarnych wypróbowane przez nią samą :) Podział przepisów jest dosyć ciekawy, zobaczcie sami, oto i on: "Zacząć dzień z przytupem - przedwojenne pomysły na śniadanie", "Na osłodę, czyli o przedwojennych deserach", "Gdy zjawią się goście, czyli obiady wystawne", "O dawnej kuchni codziennej czyli obiady powszednie", "Coś z niczego, czyli smacznie, a niedrogo" oraz "Zdrowie na talerzu, czyli jarzyny nie tylko dla jaroszy".

W każdym z tych rozdziałów znajdziemy średnio po kilkanaście przepisów. Nie wymienię Wam ich wszystkich, bo sporo by tego było, ale jak zwykle postaram się chociaż odrobinę przybliżyć Wam to co można tutaj znaleźć. Śniadanie wiedeńskie - rogale maślane i jaja w szklance, naleśniki cytrynowe, jaja sadzone na pomidorach, chałka, merengi kawowe z kremem, legumina z sera, lody orzechowe, ptysie, tort czekoladowy, krem mrożony z kasztanów, bliny polskie, kurczę pieczone po polsku, pieczeń huzarska, królik w śmietanie po polsku, zrazy z jelenia, kotlety pożarskie, łazanki z szynką, pieczeń cielęca, budyń ze szpinaku, klops w sosie śmietanowym, melszpejz z biszkoptu, zupa rumiana z chleba, zupa kartoflana z zacierkami, pierogi dęte, ziemniaki z sosem majerankowym, sałatka z pomidorów, kalarepka z groszkiem, suflet z marchwi i cała masa innych przepisów.

Muszę Wam powiedzieć, że spisując dla Was te wszystkie nazwy przepisów miałam ogromną ochotę pognać do kuchni i zacząć przygotowywać co najmniej połowę z nich! Niestety recenzje piszę zazwyczaj w nocy i nie bardzo mam możliwość wcielenia tego pomysłu w życie, ale "co się odwlecze to nie uciecze" jak to się mówi, także na tysiąc procent niektóre z zaprezentowanych w tej książce dań wypróbuje i ja :) Zauważyłam (zresztą i sama autorka wspominała o tym we wstępie), że przepisy te to zbiór dań zapomnianych jak i takich doskonale znanych nam w dzisiejszych czasach. Niektóre z nich z pewnością okażą się wyzwaniem jednak widzę tutaj wiele takich, z którymi bez problemu poradziłabym sobie z pewnością nawet ja ;)

Przy każdym z podanych tu przepisów znajdziemy czas jego wykonania, ilość porcji oraz stopień trudności jego wykonania. Przy każdym jest także jakiś wstęp od autorki tej książki. Poza tym oczywiście lista składników oraz sposób wykonania. Z tego co widzę wszystko opisane jest w przejrzysty i łatwy do zrozumienia sposób więc zdecydowanie nie ma się do czego tu przyczepić ;) Do każdego przepisu zamieszczone jest także zdjęcie przedstawiające efekt końcowy. Dla mnie to ważne, lubię widzieć co mam zamiar zrobić i jak powinno to wyglądać ;) Poza tym książka ta ma sztywną oprawę wygodny format i jak na taką sporą liczbę stron wcale nie jest zbyt ciężka więc ode mnie kolejny plus. Zresztą widzę tutaj same plusy! Duże brawa dla autorki za tę pasję i za to, że zechciała stworzyć dla nas taki zbiór pyszności w formie cudnej książki! Polecam Wam ogromnie, koniecznie zapoznajcie się z nią sami :)


9 stycznia 2018

Kajtek nie umie fruwać! Historia małego miłośnika książek


JENNIFER BERNE

wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ilość stron: 32
format: 26x26 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Pamiętacie jak kiedyś opowiadałam Wam o Kajtku, który nie za dobrze widział i musiał nosić okulary? Tak, tak oczywiście chodzi o tego sympatycznego, małego szpaka. W kolejnej książce z Kajtkiem w roli głównej mamy okazję poznać następną, ciekawą przygodę. Tym razem nasz ptasi przyjaciel musi nauczyć się... Latać!

Kajtek od zawsze bardzo lubił książki, uwielbiał przenosić się do świata bajek i baśni, czytał o kosmosie i dinozaurach i piratach i jaskiniowcach i o wszystkim innym także czytał... Marzył nawet o zostaniu pisarzem. Nie w głowie były mu jakieś lekcje latania. Jego koledzy chodzili na zajęcia gdzie uczyli się fruwać, Kajtek natomiast spędzał czas z dziobem w książkach. Czytanie książek jest wspaniałe, jednak czasami ważne są także inne rzeczy...

Nawet nie chodzi wyłącznie o to, że kuzyni i koledzy zaczynali wytykać go palcami i wyśmiewać się z niego. W przypadku Kajtka brak lekcji latanie mógł okazać się naprawdę niebezpieczny... W końcu nadchodziła jesień i czas było odlecieć do ciepłych krajów, dopiero wtedy do naszego małego bohatera dotarło, że wszyscy odlecą, a on zostanie zupełnie sam... Jednak inne szpaki nie zapomniały o nim i znalazły sposób, aby Kajtek mimo tego, że nie potrafi fruwać, mógł wraz z nimi odbyć tę długą podróż do dalekich krajów :) 

Jednak to wcale nie koniec tej przygody ponieważ podczas podróży ptaki trafiły na najprawdziwszy huragan. Nie miały pojęcia co się dzieje, nie wiedziały co robić i tylko jeden jedyny Kajtek dzięki temu, że czytał książki, widział tak wiele na różne tematy i przekazał innym szpakom co powinni zrobić. Schowali się więc w jaskini, a kiedy okropny wiatr minął wszyscy byli cali i zdrowi - dzięki Kajtkowi! A latanie? Wszystkiego idzie się z czasem nauczyć, nawet jeśli wydawałoby się to niemożliwe ;) 

Lubię takie opowiadania z przekazem, zresztą pewnie każdy, w szczególności ten kto ma dzieci lubi takie książki :) Sporo czytam moim chłopakom więc takie mądre, ciekawe, zabawne i jednocześnie pouczające historie to coś co cenię szczególnie. Moim zdaniem ta książka właśnie taka jest. Mały szpak jest bardzo ambitny, uwielbia książki więc zdecydowanie można brać z niego przykład, jednak jak wiadomo "nie samymi książkami ptak żyje" ;) Wiedza jest ważna, ale i inne rzeczy także są ważne, jak w tym przypadku nauka latania. Ale równie ważna jest pomoc innych, a także pomoc innym :) 

Właśnie o tym wszystkim opowiada ta książeczka. Wszystko zapisane jest w ciekawy sposób, tekstu nie ma zbyt wiele więc spokojnie taką jedną opowieść można przeczytać "na raz". Kwadratowy i duży format, sztywna okładka, sporo kolorowych ilustracji, duża czcionka. Wszystko mi się tutaj podoba i przyznam, że z przyjemnością przygarnę każdą kolejną książeczkę z przygodami Kajtka małego miłośnika książek :)



3 stycznia 2018

Mirror, Mirror


CARA DELEVINGNE

wydawnictwo: Jaguar
ilość stron: 384
format: 13,5x20 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Witajcie w 2018 roku! Ja wkraczam w ten nowy rok z zaległościami, myślę że zaległości to mogłoby być moje drugie imię ;) Naprawdę nie ogarniam wszystkiego co powinnam i co chciałabym ogarnąć. Najprawdopodobniej moja umiejętność rozplanowywania sobie czasu, organizacja, systematyczność i konsekwentność to coś co wymagałoby jakiegoś szkolenia, a może wystarczyłby mi jakiś porządny kopniak w tyłek? Nie, myślę że to byłoby jednak za mało... Wiem! Potrzebuję po prostu patentu na wydłużenie doby! Zna ktoś taki ;) ?

No, ale dosyć już tego narzekania mojego, taka już jestem, myślę że zawsze taka byłam, tylko ostatnio bardziej niż kiedyś. Przechodzę więc do konkretów czyli do książki, którą dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować. Chwyciłam po nią ponieważ zaciekawił mnie jej opis, chwyciłam po nią też dlatego, że miałam ochotę na coś z nutką kryminalną. Ale jest coś jeszcze... Chwyciłam po nią także z powodu tego, że jest to debiut literacki Cary Delevingne - modelki i aktorki, którą kojarzę z kilku filmów. Pokierowała mną zupełna ciekawość, a ponieważ lubię książki młodzieżowe więc wcale mi to nie przeszkodziło w przeczytaniu tej powieści :) Także do rzeczy...

Red, Leo, Rose i Naomi to czwórka najlepszych przyjaciół. To taki zlepek zupełnie różnych osób, które pozornie nie powinny mieć ze sobą nic wspólnego jednak połączyła ich muzyka, a także to że każde z nich ma jakieś problemy. Red opiekuje się młodszą siostrą, ma matkę alkoholiczkę i ojca, który cały czas spędza u kochanek. Leo ma brata kryminalistę, który za wszelką cenę chce go sprowadzić na tę samą ścieżkę. Rose udaje kogoś kim nie do końca jest, z pozoru wyluzowana kryje w sobie coś mrocznego. Naomi pasjonatka anime ciągle dąży do wolności... Ta czwórka jest nierozłączna, razem grają w zespole, razem spędzają każdą wolną chwilę więc kiedy Naomi znika nie dając żadnego znaku życia, reszta wie, że coś jest bardzo, bardzo nie tak. Naomi uciekała z domu już wiele razy więc policja nieco bagatelizuje sprawę, jednak jej nieobecność się wydłuża, rodzina i przyjaciele są coraz bardziej przerażeni. Po kilku tygodniach zostaje wyciągnięta z Tamizy. Okropnie pobita, nieprzytomna, z nikłymi szansami na przeżycie. Policja znowu daje ciała - twierdzi, że to próba samobójcza, jednak to nie może być prawdą. Jej przyjaciele są przekonani, że ta sprawa jest o wiele, wiele bardziej skomplikowana, że Naomi przytrafiło się coś strasznego i są zdeterminowani, aby dowiedzieć się co za potwór jej to zrobił. Red wraz z siostrą Naomi powoli krok po kroku odkrywają coraz to nowe części układanki, aż w końcu sprawa się wyjaśnia. Efekty tego śledztwa są bardzo zaskakujące, są ohydne i przerażające...

Powiem Wam, że z każdą stroną byłam coraz bardziej ciekawa co przydarzyło się tej biednej dziewczynie, jednak wszystko w tej konkretnej sprawie posuwało się do przodu dosyć wolno. Sporo uwagi zostało poświęcone każdemu z czwórki bohaterów, ich relacje, ich sytuacje rodzinne, ich problemy, niepewność, ich przeszłość i strach o przyszłość... Jednak główne miejsce zajmuje tutaj Red, to jest nasz narrator, to właśnie jego poszukiwania życiowej drogi zajmują tutaj szczególne miejsce. Jest to bowiem książka o tym jak w dzisiejszych czasach trudno być młodym człowiekiem, jak ciężko dorastać otoczonym mediami społecznościowymi, jaki wielki mają one wpływ na życie, jak duża jest presja rówieśników, jak bolesny jest brak zrozumienia oraz brak akceptacji wśród rodziny i znajomych... Powiedziałabym, że jest to powieść młodzieżowa z nutką kryminalną oraz psychologiczną. Zdecydowanie daje ona do myślenia i jednocześnie przeraża to w jakich teraz czasach żyjemy. Przyznam, że cieszę się, że kiedy byłam dzieciakiem to nie było tej całej wielkiej technologii, kiedy ja byłam nastolatką to media społecznościowe praktycznie nie istniały. Myślę, że to znacznie ułatwiło mi dorastanie. Podsumowując, aby już za bardzo nie przedłużać tej recenzji napiszę Wam tylko, że ja przeczytałam tę książkę za zainteresowaniem, że na mnie wywołała ona pewne pozytywne wrażenie, że daje do myślenia, że jest wciągająca i ciekawa, że zdecydowanie nie da się przy niej nudzić. Ma sporo wątków, ale wszystko ostatecznie jest ze sobą powiązane więc myślę, że nikt się w historii tych dzieciaków nie pogubi. Polecam ją przede wszystkim nastolatkom, ale nie tylko. Moim zdaniem debiut Cary Delevingne można uznać za udany :)


29 grudnia 2017

Myszka Hania


BARBARA MIKULSKA

wydawnictwo: Bis
ilość stron: 56
format: 16,5x23,5cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Powiem Wam, że odkąd mój młodszy synek pokochał słuchanie mojego czytania przed snem to jeszcze bardziej polubiłam opowiadania dla dzieci. Chociaż tak naprawdę uwielbiałam je od zawsze, odkąd sama byłam jeszcze dzieckiem, jednak teraz kiedy sama czytam moim dzieciom lubię je jeszcze bardziej :) 

Opowiadania są bowiem bardzo wygodne, zazwyczaj są w miarę krótkie więc słuchanie nie znudzi się mojemu małemu łobuzowi, ale są też bardziej przystępne dla młodszych dzieci ponieważ można przeczytać je za jednym podejściem i maluch wie o co chodzi, nie musimy po raz kolejny wracać do tej samej historii przy kolejnym czytaniu, dzięki temu zarówno my jak i nasze dziecko mamy pewną różnorodność - nikomu nie grozi nuda ;)

Oczywiście nie chce umniejszać tutaj zalet dłuższych książek, po prostu sądzę, że one są idealne dla starszych dzieci, u nas przy moim 2-latku idealnie sprawdzają się krótkie opowiadania ;) I właśnie coś takiego chciałabym Wam tym razem zaprezentować. Chociaż w sumie piszę jedno, a pokazywać będę Wam niejako odwrotność tego ponieważ ta książeczka opowiada dłuższą historię małej myszki, jednak jakby nie było wewnątrz znajdziemy kilka krótkich historyjek każda dotycząca innej sytuacji więc mój wstęp ma tu jednak jakiś sens ;)

Książeczka ta podzielona jest na rozdziały, albo może lepiej pasowałoby gdybym napisała, że na historie. Jest ich tutaj czternaście. Nie będę Wam ich wszystkich dokładnie opisywała, bo i po co? W końcu wystarczy chwycić po tę książeczkę, aby je wszystkie poznać dokładnie :) Ale oczywiście nie zostawię Was z niczym i odrobinę przybliżę Wam te mysie opowieści.

Poznamy tutaj mysią rodzinkę. Jest tata, mama i ich mała córeczka Hania. Przeczytamy tutaj o tym jak Hania po raz pierwszy zobaczyła śnieg i wystraszyła się,  że cały świat zniknął. O tym jak po raz pierwszy lepiła bałwana jednak nie wyglądał on tak jak powinien. O tym jak bałwanek zniknął i Hania po raz kolejny nie wiedziała co takiego się mogło stać. O tym jak ta mała myszka nauczyła się pisać i jak dzięki temu do jej mysiego domku zawitał najprawdziwszy Święty Mikołaj. A także o tym jak Hania postanowiła nie jeść, a to doprowadziło później do bardzo niebezpiecznej sytuacji...

Jak widzicie odrobinę spóźniłam się z tą recenzją ponieważ znajdziemy tutaj Mikołajowy wątek, jednak jest tu też wątek zimowy i wiosenny więc spokojnie można czytać tę książkę także po świętach ;) Jestem pewna, że spodoba się ona zarówno Waszym dzieciaczkom jak i Wam ponieważ jest ona naprawdę ciekawa, taka "ciepła" i "miła", mała mysia bohaterka jest bardzo sympatyczna, lubi poznawać świat i ciągle dowiaduje się nowych rzeczy. Nam (mi i synkowi) bardzo spodobały się jej codzienne przygody :)

Zresztą nie ma co się tutaj dużo rozpisywać, po prostu musicie sami się przekonać. Mi pozostaje jedynie napisać Wam, że książeczka ta ma sztywną okładkę, a jej format jest odrobinę większy niż zeszyt. Każda historyjka jest krótka na około 3-4 strony, w tym duże ilustracje i spora, bardzo czytelna czcionka ;) A jeśli już o ilustracjach mowa to moim zdaniem są one bardzo ładne, kolorowe, takie urocze, dziecięce, wesołe, pasują idealnie. Sprawdzicie sami :) ? Ja jak najbardziej polecam.


23 grudnia 2017

Patrz, Madika, pada śnieg!


ASTRID LINDGREN 

wydawnictwo: Zakamarki
ilość stron: 32
format: 21,5x25 cm
rok wydania: (2007) 2017
dostępna: TUTAJ


Wstyd się przyznać, ale nie znam przygód Madiki z Czerwcowego Wzgórza. Oczywiście kojarzę autorkę czyli Astrid Lindgren, kojarzę nawet samą nazwę Czerwcowe Wzgórza, ale jak dotąd nigdy nie miałam okazji nic takiego czytać, aż do teraz... Dzięki uprzejmości wydawnictwa Zakamarki w końcu mogłam poznać Madikę, jej młodszą siostrę Lisabet i jedną z ich przygód. Piszę, że ja miałam okazję poznać, ale oczywiście czytałam tę książkę moim chłopcom, żeby nie było, że ja tak sama dla siebie tylko ;)

Wiem, że istnieją książki, które są zbiorem przygód tej małej bohaterki, jednak dzisiejsza książka opowiada tylko jedną z nich. Z przyjemnością Wam o niej co nieco opowiem ;) Na Czerwcowym Wzgórzu spadł śnieg. Madice wcale nie chce się wstawać jednak jej młodsza siostra już wie jak ją do tego zachęcić. Wystarczyło tylko słowo "śnieg" i Madika już stoi zachwycona przy oknie. Dziewczynki wraz z tatą bawią się na dworze, szaleją w śniegu, tarzają się, rzucają śnieżkami, budują bałwana...

Niestety efekt jest taki, że następnego dnia Madika ma gorączkę i źle się czuje. A przecież zbliżają się święta, ona i Lisabet miały pójść z Alvą do miasta kupować prezenty gwiazdkowe. Niestety poszła tylko Lisabet, Madika musiała zostać w domu... Jednak kiedy Alva wybiera prezent dla Lisabet każe jej poczekać przed sklepem. Wtedy dziewczynka chcąc udowodnić coś koledze robi straszną głupotę. Staje z tyłu na płozach sań i odjeżdża w siną dal z Anderssonem.

Co może zrobić mała dziewczynka, w środku lasu kiedy dookoła leży tak strasznie dużo śniegu i jest tak bardzo zimno, a ona nie ma gdzie się schować, gdzie odpocząć, ani co zjeść? Tego dowiecie się już z książki, nie zdradzę Wam wszystkiego. Powiem Wam jednak, że mi naprawdę podczas czytania tej książki zakręciła się w oku łezka!

Ta opowieść okazała się naprawdę wzruszająca. Młodzi czytelnicy z pewnością nie poczują takiego czegoś, jednak ja jako mama próbowałam sobie wyobrazić, że to moje dziecko jest samo, tak daleko od domu, że ja odchodzę od zmysłów nie wiedząc co się z nim dzieje... Straszne naprawdę. Oczywiście chodzi mi teraz o to uczucie, że ono jest takie straszne i aż ma się ochotę pobiec i przytulić własne dziecko z radości, że jest całe i zdrowe :)

Przyznam, że po lekturze tej książki mam wielką ochotę poznać inne części z przygodami Madiki i jej siostrzyczki. Może nie jest to książka typowo chłopięca, a przecież u mnie w domu mam dwóch chłopców, jednak moje dzieciaki także słuchały tej opowieści z wielkim zainteresowaniem, szczególnie starszak. Widać było, że go to wciągnęło i był ciekawy co dalej stanie się z Lisabet i czy wróci bezpiecznie do domu. Ale ciii ;) Nie mówcie Nikodemowi, że coś takiego napisałam. Przecież według jego mniemania jest już za duży, w szczególności na książki dla dziewczynek ;)

Ale piszę i piszę, a przecież z pewnością jesteście ciekawi wyglądu tej książki. Śpieszę opowiedzieć Wam o niej chociaż kilka słów. Mamy tutaj format A4, sztywną okładkę, średnią ilość tekstu i masę kolorowych, bardzo ładnych, ciekawych ilustracji. Całość nie tylko prezentuje się świetnie, ale także świetnie i szybko się ją czyta. Bardzo mi się spodobała ta książka. Jest ładna, ciekawa, wciągająca, pouczająca, wzruszająca. Z przyjemnością poznam inne przygody tej małej bohaterki. Polecam ogromnie, szczególnie teraz na zimowy czas pasuje wręcz idealnie :)




Książeczki bezpośrednio na Twojej poczcie :)