20 października 2017

Kolorowanka z brokatem. Zwierzęta


wydawnictwo: Jedność
ilość stron: 48
format: 19x19 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Moje dziecko ma 2,5 roku i jak dotąd udało mi się zaobserwować, że ma słabość do kredek, ołówków, długopisów ;) Pewnie jak większość dzieci w tym wieku, ale cicho, zawsze mogę mi mieć nadzieję, że ten syn będzie lubił rysowanie, kolorowanie i inne tego typu zabawy plastyczne ;) Starszak zdecydowanie nie ma do tego ręki... 

Póki więc Dominik lubi sobie "porysować", że tak to nazwę, ja staram się korzystać i wręczam mu kartki, kredki, ołówki i ostatnio także kolorowanki. Co prawda narazie jego dzieła są zupełnymi gryzmołkami, które nie mają jeszcze żadnych kształtów, ani też większego sensu, ale przyjdzie dzień, że się to zmieni. Zresztą takie gryzmołkowe zabawy u maluchów to także wspaniałe ćwiczenie rączki. Na przykład Dominik od początku świetnie radzi sobie z odpowiednim trzymaniem kredki w dłoni więc już wykonuje jakieś wstępne ćwiczenia przygotowujące go do późniejszej nauki pisania. Dla porównania napiszę, że mój 9-letni syn nie potrafi trzymać prawidłowo długopisu czy kredki więc jego pismo pozostawia wiele do życzenia. Może kiedy Dominik będzie starszy uda nam się uniknąć tego problemu ;) Chociaż starszak też kiedyś dużo rysował i kolorował, akurat w jego przypadku na niewiele się to zdało...

Ale wracając do głównego tematu... Powiem Wam, że Dominik nie tylko lubi zabawę kredkami, on lubi także zwierzątka (tak wiem, że pewnie tak jak większość dzieci) ;) Ale jestem zdania, że skoro lubi teraz to może i tak mu to zostanie więc czemu bym nie miała próbować pielęgnować w nim tego zamiłowania. Dlatego też kiedy zobaczyłam tę kolorowankę od razu wpadła mi w oko. Jest ona idealna dla najmłodszych dzieci, a na dodatek ma obrazki zwierzaków - połączenie idealne ;)

Wewnątrz znajdziemy 24 karki, a na każdej z nich po jednym obrazku do pokolorowania. Najpierw kilka zwierząt egzotycznych takich jak na przykład nosorożec, zebra, hipopotam, słoń, koala, krokodyl itp. Dalej mamy zwierzęta wodne takie jak delfin, wieloryb i ośmiornica. Następnie zwierzęta wiejskie czyli między innymi świnka, koń, krowa, indyk. Na koniec zwierzęta leśne czyli lis, niedźwiedź i zając. Jest ich jeszcze kilka, ale nie będę już wymieniała, na pewno wiecie o co chodzi ;) 

Na każdej ilustracji tło jest już w kolorze więc zadaniem dziecka jest pokolorowanie wyłącznie zwierzaka. I tutaj świetne ułatwienie dla najmłodszych, a mianowicie gruby, brokatowy kontur. Zdecydowanie nie powstrzyma dziecka przed wyjeżdżaniem poza linię, ale z całą pewnością wspomoże on malucha w nauce kolorowania.

Powiem Wam, że podoba mi się ta kolorowanka. Obrazki są kolorowe, wesołe i co ważne są też dosyć proste. Nie ma na nich zbyt wiele szczegółów co jest wielkim plusem w kolorowance dla najmłodszych. Poza tym kartki są naprawdę porządne, grube, nic przez nie prześwita, a na dodatek obrazek znajduje się wyłącznie na jednej stronie kartki, na odwrocie mamy puste miejsce, co znowu nasuwa mi pomysł, że aby nie marnować wolnych stron dziecko moje zamieszczać tam własne obrazki, albo też rodzić może się wykazać swoim talentem plastycznym, a dziecko będzie miało dodatkowe obrazki do pokolorowania. Wystarczy trochę wyobraźni ;)

Ale powiem Wam, że to nadal nie koniec ponieważ autorka podsuwa nam tutaj dodatkowe pomysły na wykorzystanie tych książeczek. W końcu takie ponad dwuletnie dziecko chłonie wiedzę jak gąbka. Można więc wykorzystać te obrazki między innymi do nauki kolorów, do nauki nazw zwierząt, do nauki mówienia zdaniami, do nauki wydawania odgłosów zwierząt, do nauki liczenia... Oczywiście wszystko adekwatnie do poziomu Waszego malucha :) Ja jestem oczarowana tymi ślicznymi obrazkami i zaciekawiona ilością pomysłów na wykorzystanie tej kolorowanki! Polecam!


18 października 2017

7 x Gdańsk. Przewodnik dla młodych odkrywców


TOMASZ MAŁKOWSKI

wydawnictwo: Adamada
ilość stron: 112
format: 13x23,5 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Mieszkam około 50 km od Gdańska, ale (wstyd się przyznać) tak naprawdę nigdy porządnie go nie zwiedzałam. Kojarzę, że jako dziecko byłam na jakieś wycieczce z klasą, ale też nie pamiętam zbyt wiele z tego wyjazdu. Oczywiście Gdańsk odwiedzałam w ciągu swojego życia wiele razy, ale bodajże tylko dwa razy po nim spacerowałam tak po prostu, żeby zobaczyć ulicę Długą, Żurawia, Sołdka itd. Ale to też oglądałam tylko tak "powierzchownie". Dlatego też kiedy na stronie wydawnictwa Adamada zobaczyłam ten przewodnik dla dzieci od razu zapragnęłam go mieć. Wiedziałam, że to będzie coś co przyda się całej naszej rodzince :)

Przeczuwałam, że skoro jest to przewodnik dla młodych odkrywców to nie będzie on ani nudny, ani sztywny, ani pełen historycznych opisów i wiecie co? Wcale się w tym przeczuciu nie pomyliłam. Jest on właśnie taki jak oczekiwałam, czyli ciekawy i zdecydowanie przydatny. Jest on w stanie zainteresować zarówno dziecko jak i dorosłego, a to ogromny plus bo dzięki temu podczas wycieczki do Gdańska może korzystać z niego cała rodzinka :)

Już opowiadam Wam o nim nieco dokładniej. Wewnątrz znajdziemy siedem różnych wycieczek po Gdańsku, z mapką, z opisem trasy, z tym co gdzie odwiedzić. Ale nie są to zwykłe opisy, tutaj wszystko wygląda nieco inaczej. Może zacznę od tego, że głównymi bohaterami tej książki jest dwójka dzieciaków - Maja i Filip oraz sam autor książki czyli Pan Tomasz. Bohaterów tych poznamy, zobaczymy w formie komiksowej i wraz z nimi zwiedzimy opisane tutaj trasy. Autor czyli przewodnik w książce "po drodze" opowie nam różne ciekawe rzeczy. Znajdziemy tutaj nie tylko opisy tras, ale także różne ciekawostki, legendy oraz zagadki i zadania do rozwiązania podczas prawdziwej wycieczki po Gdańsku. 

Wiadomo, że dzieci nie zbyt przepadają za takimi typowo historycznymi wycieczkami gdzie poznaje się tylko sztywne, nudne formułki, same konkrety pełne dat. Każdy by się zanudził ;) Dlatego też autor tego przewodnika nie wprowadził tego w życie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Oczywiście są historyczne zagadnienia, ponieważ Gdańsk to bardzo historyczne miasto, ale wszystko opowiedziane jest w fajny, przystępny dla dziecka i interesujący sposób.

A zaproponowane przez przewodnika trasy wycieczek? Zdecydowanie nie będzie można się na nich nudzić. Zwiedzenie katowni, muzeum bursztynu, oglądniecie oryginalnego dzieła sztuki, wejście na wierzę, zwiedzanie kościoła i odkrywanie jego kaplic, zwiedzenie Żurawia, Ośrodka Kultury Morskiej, rejs promem przez Motławę, spacer po Sołdku, sprawdzenie jak mieszkali dawni Gdańszczanie, odwiedziny w spicherzu Błękitny Baranek. 

Żeby nie było zbyt nudno jest także trasa kajakowa gdzie można zobaczyć Gdańsk z wody. Jest także wycieczka tramwajem wodnym do Twierdzy Wisłoujście, potem na Westerplatte. Można zobaczyć wartownie, bunkry, pomnik. Dalej także tramwajem wodnym można odwiedzić Nowy Port i latarnię morską, która się tam znajduje. Ale jest cos jeszcze - wycieczka rowerem wzdłuż plaży od Brzeźna w Gdańsku do samego molo w Sopocie. Można też powspinać się w parku linowym, odwiedzić park Reagana, spróbować swoich sił z sopockim klubem żeglarskim, poopalać się na plaży, pozbierać muszelki, popływać w morzu... 

Tutaj opisy tras, wraz z komiksowymi bohaterami i opisanymi Gdańskimi legendami przeplatają się ze sobą, ale wszystko jest tak opisane i pokazane, że łatwo to zrozumieć i z pewnością równie łatwo skorzystać z wyznaczonych tras i wskazówek. Na końcu książeczki jest coś jeszcze, a mianowicie odpowiedzi na wszystkie zadane w tym przewodniku zadania i kalendarium dziejów Gdańska. 

Moim zdaniem książeczka ta jest świetna, ja sama czytałam ją z zapartym tchem. Ponieważ odwiedziłam kilka razy Gdańsk znałam niektóre z wymienionych tutaj miejsc, ale tak naprawdę nie wiedziałam na ich temat tak wielu rzeczy. Świetnie mi się czytało te wszystkie ciekawostki, te informacje i legendy. Teraz wiem na temat tego miasta o wiele, wiele więcej i jestem pewna, że przy kolejnej wizycie w Gdańsku będę patrzyła na to miasto już nieco inaczej :) Z przyjemnością skorzystam z zaproponowanych tutaj tras, odwiedzę wraz z rodzinką te znane i mniej znane miejsca i zobaczę na własne oczy to co miałam okazję tutaj wyczytać :)

Ale to jeszcze nie wszystko co chciałam Wam o tej książce napisać ponieważ jest coś jeszcze. Kiedy ściągnie się na swój telefon czy też tablet specjalną aplikację Adamada i potem zbliży się go do stron tego przewodnika oznaczonych na dole specjalnym symbolem to naszym oczom ukażą się różne zdjęcia, a lektor opowie nam więcej szczegółowych informacji o danym miejscu. Przyznam się, że nie sprawdzałam, ale naliczyłam w książce trochę tych oznaczeń więc myślę, że można poznać dzięki temu jeszcze wiele przeróżnych ciekawostek. Moim zdaniem to super pomysł :)

Na zakończenie pozostaje mi napisać o wyglądzie tej książki więc koniecznie muszę wspomnieć o jej formacie. Jest wąziutka i długa, niezbyt duża, za to bardzo poręczna, z pewnością łatwo ją przenosić w torebce czy plecaku. Kartki wewnątrz mamy śliskie, ilustracje są rysowane, bardzo kolorowe, znajdziemy tu zaledwie kilka prawdziwych zdjęć, ale zupełnie w niczym to nie przeszkadza. Wszystko prezentuje się ładne, wszystko dobrze widać, z łatwością można zrozumieć. Ja jako "sąsiadka" Gdańska, która tak naprawdę nie zna tego miasta zbyt dobrze mogę Wam napisać, że po lekturze tej książki mam ogromną ochotę lepiej go poznać i z pewnością do tego dojdzie. W przyszłe lato koniecznie zabiorę tam rodzinkę na prawdziwe zwiedzanie :) 


16 października 2017

Kolory wokół nas. Liczby


LIZELOT VERSTEEG

wydawnictwo: Adamada
ilość stron: 32
format: 20,5x22 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Dawno dawno temu do naszego domu trafiła pewna cudna książeczka, o której jak dotąd nie miałam okazji Wam napisać. Książeczka ta jest tak często używana, że zaczyna być to po niej widać, ale to nie dlatego, że wykonana jest z jakiś mało trwałych materiałów, wręcz przeciwnie - jej wykonaniu nie mogę zupełnie nic zarzucić :) Po prostu mój Dominik ją uwielbia i tak naprawdę dziwię się, że ona jeszcze tak się trzyma ponieważ mojemu dziecku wszystko "samo" się w rękach rozpada ;) Ale do rzeczy Marta, do rzeczy, bo jak zwykle piszesz trzy po trzy ;)

Jak sama nazwa wskazuje jest to książka do nauki kolorów i liczb, ale moim zdaniem nie tylko, bowiem znaleźliśmy w niej jeszcze kilka innych ciekawych rzeczy do robienia (ale o tym za momencik). Wewnątrz znajdziemy 10 kolorów i jednocześnie 10 liczb ponieważ i to i to jest ze sobą powiązane. Zresztą zacytuje Wam tutaj krótką rymowankę, która znajduje się na samym początku :)

"W książeczce tej kolorów jest gromada:
żółta cytryna, zielony wąż, brązowa czekolada.
Przy każym kolorze - rączki dwie podpowiedzą,
ile jest jednakowych rzeczy, co w obrazku siedzą.
Licz od jednego do dziesiąciu na ostatniej stronie.
I nie zapomnij na każdej znaleźć po balonie!

I tak to właśnie wygląda. Na jednej stronie mamy pokazane dłonie pokazujące na palcach liczby po kolei, od jeden do dziesięciu. Jest także tekst zachęcający do znalezienia czegoś na wśród obrazków oczywiście w odpowiedniej liczbie. Na przykład 1 krasnala, 2 cytryny, 3 kamienie, 4 koniczynki, 5 marchewek itd.

Ale są także inne zagadnienia zachęcające dziecko do dokładnego przyglądnięcia się obrazkom. "Co jeszcze widzisz?", "Na czym można jeździć?", "Co potrafi unosić się w powietrzu?", "Czego używasz w czasie deszczu?", "Kto stoi na jednej nodze?", "Co można włożyć na głowę?" i kilka innych pytań :) Wszystko to oczywiście do odszukania na obrazkach ;)

Także wspominałam, że po jednej stronie mamy pokazane te dłonie z paluszkami, a także powyższe pytania, a zaraz obok na stronie zamieszczone są ilustracje. Znajdują się na nich przeróżne rzeczy, na jednej stronie jeden kolor. Jest to taki zupełny misz masz co moim zdaniem jest mega super pomysłem. Dziecko ma super pole do popisu. A ponieważ ilustracje te nie są zbyt szczegółowe, ani małe, ani skomplikowane to poradzą sobie z takim odszukiwaniem nawet maluchy :) Mój 2-letni Dominik uwielbia tę książkę i świetnie sobie radzi :)

Wspominałam Wam na początku, że u nas książka ta służy nie tylko do nauki liczenia i do nauki kolorów. My bawimy się także w odszukiwanie innych rzeczy, w naśladowanie odgłosów, w mówienie czy coś jest do jedzenia czy też nie. Odszukujemy także w mieszkaniu różne rzeczy w danym kolorze, albo nawet rzeczy pokazane na ilustracjach jeśli coś z nich posiadamy. A ponieważ Dominik jeszcze nie mówi staram się mu powtarzać różne nazwy poszczególnych rzeczy więc to także fajne ćwiczenie przy nauce mowy :) Zabawa świetna i mojemu dziecku nigdy się ta książka nie nudzi - ciągle jest w użytku :)

I tak jak też wspominałam na początku dziwi mnie jak wiele jest w stanie znieść ta książeczka. Jest naprawdę wytrzymała, Dominik daje jej wycisk ;) Okładka jest twarda, kartki natomiast są zszywane nićmi. Ale muszę także wypomnieć o tym, że kartki pomimo tego, że są miękkie to nie są wcale takie zupełnie cienkie co także jest wielkim plusem. Są także śliskie więc wytrzymają o wiele więcej :) Obrazki są bardzo kolorowe, bardzo wyraźne, ładne, dziecięce, wesołe i ciekawe. Moim zdaniem pasują idealnie tutaj idealnie. Dominik tę ksiażkę uwielbia i ja także jestem z niej niezwykle zadowolona. Bardzo ciekawa, pomocna przy nauce, ładna, wytrzymała - ogromnie polecam!


11 października 2017

Zdobyć Rosie. Początek gry


KIRSTY MOSELEY

wydawnictwo: HarperCollins
ilość stron: 320
format: 14,5x21,5 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Miałam ostatnio przerwę od romansów i kiedy tylko nadarzyła się okazja musiałam znowu chwycić po taką książkę ;) Jako wielka fanka romansów najczęściej i najchętniej czytam właśnie tego typu powieści. Lubię także inne gatunki, w sumie lubię kilka różnych gatunków literackich, ale mimo wszystko moje ulubione są właśnie romanse - takie lekkie, przewidywalne, przerysowane, wyidealizowane... Takie książki czyta się zazwyczaj szybko, miło, przyjemnie i ja właśnie tak uwielbiam. Kiedy więc zobaczyłam w nowościach wydawnictwa Harper Collins tę książkę, która na dodatek jest pierwszą częścią i której autorką jest znana mi już Kirsty Moseley, od razu zapragnęłam ją przeczytać :) Tak jak przypuszczałam, dosyć szybko ją pochłonęłam...

Nate jest podrywaczem, jest kompletnym babiarzem, uznaje tylko przelotne romanse, nigdy z nikim się nie wiąże. Jest niesamowicie przystojny, jest dobrze zbudowany i jest agentem SWAT - laski szaleją za jego mundurem. Nate uwielbia swoje życie chociaż ostatnio łapie się na tym, że zazdrości swojemu najlepszemu przyjacielowi stabilizacji. Ma on wspaniałą żonę, właśnie urodził mu się synek. Jest bardzo ciekawy jakby to było mieć każdego dnia do kogo wracać... Chociaż z drugiej strony nie potrafi pojąć jak można tak żyć, przecież jest tyle napalonych lasek wokoło ;) Jego idealny, nieskomplikowany świat runie w chwili poznania Rosie. Rosie to najlepsza przyjaciółka żony jego przyjaciela. Nate nie może uwierzyć, że jak dotąd nie miał okazji jej poznać. Jak to się stało, że jeszcze jej nie zaliczył? Jednak okazuje się, że ona jest zupełnie odporna na jego urok, że jego gadki na podryw wydają się jej beznadziejne, że jego uroda nie robi na niej najmniejszego wrażenia, a starania by ją oczarować nic nie dają. On jasno stawia warunki, chce od niej tylko jednego, ona jasno daje mu do zrozumienia, że nie ma u niej szans, że za nic w świecie nie zgodzi się na seks z nim. Nate nie przyjmuje tego do wiadomości, jej upór staje się dla niego wyzwaniem - zaciągnie tą dziewczynę do łóżka, w końcu jemu nigdy nikt nie odmawia... Jeszcze się chłopak zdziwi ;) 

Chociaż Nate jest tylko postacią fikcyjną, chociaż ja jestem tylko czytelniczkom, chociaż wydawać by się mogło, że to skończony dupek (że tak delikatnie go nazwę) to jednak mnie całkowicie oczarował! Naprawdę jego urok osobisty jest tak niezwykły, że wylewa się z tej książki i oblepia czytelniczki ;) Od samego początku bardzo go polubiłam, chociaż jako kobieta powinnam go znienawidzić za to beznadziejne postępowanie z płcią przeciwną, ale tego gościa nie da się nie lubić, a z każdą kolejną przeczytaną stroną tylko utwierdzał mnie on, że wystarczy odrobina dobrej woli, chęć zmiany, posłuchanie własnego serca, aby z kompletnego palanta zmienić się w niesamowitego mężczyznę... A Rosie? Ona także jest świetna. Bardzo sympatyczna, zaradna, wie czego chce i tego twardo się trzyma. Gdybym spotkała taką Rosie na żywo to z pewnością bym ją polubiła :) Także wiecie już, że główni bohaterzy są fajni, a to już połowa sukcesu, bo jeśli bohaterzy książki są ok to od razu o wiele lepiej się czyta, prawda :) ? 

Sama historia jest może i dosyć przewidywalna, jest może i banalna, jest może i trochę wyidealizowana, ale mi zupełnie to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, czytało mi się tą książkę fantastycznie, wciągnęła mnie i zaciekawiła... A ponieważ jest to pierwsza część, a kolejna jest już dostępna w sprzedaży będę musiała jak najszybciej ją upolować :) Jeśli lubicie romanse to ten z pewnością Wam się spodoba więc jak najbardziej polecam!


9 października 2017

Misia i jej mali pacjenci - Weterynarz z Lipowej Kliniki/Niespodziewani goście


ANIELA CHOLEWIŃSKA-SZKOLIK

wydawnictwo: Zielona Sowa
ilość stron: 48
format: 19,5x24 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Książek dla dzieciaków nigdy nie jest za wiele. Tak przynajmniej jest u nas. Ile by ich nie było, zawsze każda następna jest przyjmowana z otwartymi ramionami. I oczywiście musi być przeczytana jak najszybciej. Bo nie może czekać, bo na pewno jest ciekawa, bo trzeba się dowiedzieć o czym jest itp. Nawet sobie nie wyobrażacie jak się cieszę, że Ala z Natalką lubią książki. Starsza może ciut mniej odkąd musi czytać je sama, ale mimo wszystko lubi, a to jest najważniejsze. I mam nadzieję, że tak już zostanie.

Tak więc dziś pokażę Wam kolejne dwie lektury jakie trafiły w małe rączki moich dziewczynek.  Jest to seria zatytułowana Misia i jej mali pacjenci, a lektury, o których mówię to pierwsze części z tego cyklu jakie zostały wydane. Jedna nosi tytuł Weterynarz z Lipowej Kliniki, a druga Niespodziewani goście. Nie wiem czy będzie ich więcej, ale liczę na to, że tak, bo te, które już przeczytałyśmy okazały się naprawdę bardzo fajne i ciekawe. My kochamy właśnie takie historie, bo moje dziewczyny także są wielkimi miłośniczkami zwierząt. Opowiadania te zatem bardzo im się spodobały. I jestem pewna, że Wam także przypadną do gustu!

Misia to urocza siedmioletnia dziewczynka, która zwierzęta kocha całym swoim serduszkiem. Razem z rodzicami i ukochanym pieskiem mieszka w niewielkim miasteczku. Rodzinka ma śliczny dom i ogród, w którym nasza urocza bohaterka spędza zawsze najwięcej czasu. Dlaczego? Bo ma tam woje tajemnice. Bo nie wiecie jeszcze, że miłość do zwierząt to jedno. Ale Misia ma także bardzo niezwykły dar. Ona rozumie ich mowę i potrafi się z nimi świetnie porozumiewać! Dzięki temu zawsze wie czego im trzeba i z ogromną przyjemnością niesie im pomoc. Ale zapomniałam, że to sekret. Nikt nie wie o zdolnościach Misi poza jej kochanym dziadkiem, który jest weterynarzem. Ale myślę, że mogę liczyć na Waszą dyskrecję, prawda? Nie powiecie nikomu?

W każdej z tych niewielkich książeczek znajdziemy po 3 historyjki. W pierwszej z nich przeczytamy o tym jak powstała klinika dziewczynki i kto do niej trafił zaraz po jej powstaniu. Drugie opowiadanie opisuje nam przygodę małego rudego futrzaka, a w trzeciej pacjentem Misi będzie śliczny maleńki jeżyk, którego dziewczynka znalazła wraz z przyjaciółką pewnego ciepłego jesiennego popołudnia. W drugiej książeczce natomiast dowiemy się co przydarzyło się pewnej śliczne sówce, jakie zwierzaki poznała Misia na wsi u cioci Zosi oraz z kim zaprzyjaźni się Popik - piesek naszej bohaterki. Tak więc jak widzicie, będzie się działo. Na nudę narzekać nie będziemy ;)

To co jako pierwsze rzuciło mi się w oczy to fakt, że te lektury są naprawdę prześliczne. Uwielbiam ilustracje Agnieszki Filipowskiej i nie ukrywam, że często właśnie one sprawiają, że znacznie przychylniej patrzę na książkę, choć jej tytuł wcześniej mnie nie przekonywał. Tutaj tego problemu nie miałam, bo moje dziewczyny kochają zwierzątka i lektury z ich udziałem są w naszym domu nr 1. Ale czasem i tak się zdarza. Uważam, że obrazki tej ilustratorki są po porostu niesamowite. Kolorowe, wesołe i ciekawe. Lubie jej postacie z tymi niesamowicie pięknymi, wielkimi oczami. Uwielbiam urocze zwierzaki. Podobają mi się kolory, ujecie emocji. No nie da się tego opisać. Ja jestem zakochana.

Opowiadania zawarte w tych książkach są według mnie dość długie. To znaczy, nie zajmują one może zbyt wiele miejsca, ale są pisane małą czcionką i przeczytanie ich zajmuje trochę czasu. Nie polecałabym zatem tych lektur dzieciaczkom, które dopiero zaczynają przygodę z czytaniem. To z pewnością nie dla nich. Jednak jeśli Wasze maluszki lubią słuchać czytanych przez Was historii, to na pewno te książeczki im się spodobają. Treść tych lektur jest bardzo ciekawa. Dzieciaczki na pewno będą wysłuchają ich z zainteresowaniem. A wspomniane wcześniej śliczne ilustracja na pewno umilą im jeszcze bardziej ten czas.

Podsumowując te książeczki są naprawdę super. Cieszę się, że trafiły do nas. Wam także je polecam :)


7 października 2017

Dziewczyna z Brooklynu


GUILLAUME MUSSO

wydawnictwo: Albatros
ilość stron: 368
format: 14,5x20,5 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Przyznam, że nigdy nie ciągnęło mnie do książek Guillaume Musso. Wiem, że to jeden z najsławniejszych francuskich pisarzy, wiem że jego powieści są bestsellerami w wielu krajach, wiem że jego powieści zostały przetłumaczone na kilkadziesiąt języków. Jednak wiem też, że to że mnóstwo ludzi je uwielbia nie musi oznaczać że mnie także powalają one na kolana. I tak jest też w moim przypadku. Jak dotąd czytałam tylko dwie powieści tego autora, ale poza tym że były ok nie mogłabym powiedzieć że je uwielbiam i że że nie mogłam oderwać się od książek podczas czytania. Ale teraz kiedy na stronie wydawnictwa Albatros ukazała się nowość autorstwa Musso pomyślałam sobie, że z chęcią się z nią zapoznam. Lubię kryminały, lubię wątki miłosne, a i opis książki wydał mi się bardzo interesujący więc chwyciłam po nią z ciekawością...

Anna i Raphaël byli narzeczeństwem. Za trzy tygodnie miał odbyć się ich ślub. Jednak on miał już za sobą nieudane życie w związku i wiedziona intuicją czuł, że Anna coś przed nim ukrywa. Miał rację, Anna miała straszny sekret, który postanowiła mu wyjawić, myślała że jego miłość do niej jest tak duża, że to przetrzyma, że jej narzeczony da sobie wszystko wytłumaczyć, jednak stało się inaczej. Raphaël nie słuchając słowa wyjaśnienia zostawił ją samą i odjechał. Kiedy zrozumiał swój błąd i wrócił Anny nie było, zniknęła, rozpłynęła się. Postanowił odnaleźć ją za wszelką cenę, poprosił o pomoc swojego znajomego, który jest byłym policjantem. Niestety z każdą chwilą śledztwa dochodzą do coraz straszniejszych odkryć. Anna została porwana, Anna zmieniła tożsamość, Anna ma schowane pół miliona euro, Anna pochodzi z Ameryki, mama Anny została zamordowana... To tylko niewielka część tego co odkrył Raphaël wraz z Marcem. Postanawiają działać na dwóch różnych frontach. Marc prowadzi swoje śledztwo we Francji, Raphaël pojechał do Ameryki. Każdy z nich co chwilę odkrywa kolejny brakujący puzzel tej zwariowanej układanki. Okazuje się jednak, że ta układanka jest naprawdę ogromna i żeby ułożyć ja całą będzie trzeba znaleźć mnóstwo tych małych puzzli...

Tak, ta opowieść jest przepełniona niedomówieniami, tajemnicami, poszlakami... Nic nie jest tutaj do końca jasne. Każda kolejna odkryta rzecz ciągnie za sobą masę pytań. Aby dojść do prawdy przebrniemy wraz z autorem przez sprawy, które na pierwszy rzut oka nie powinny mieć zupełnie nic wspólnego ze zniknięciem Anny, ale mają. To właśnie te drobne poszlaki kroczek po kroczku kierują nas ku odkryciu tego co się stało z Anną, kim ona była kiedyś, kto zabił jej matkę, kto ją porwał, kto maczał palce w sprawie zarówno teraz jak i ponad 10 lat temu...

Powiem Wam, że sama historia wydaje mi się bardzo ciekawa, pomysłowa, zachęca do zapoznania się z nią. Ale muszę też przyznać, że chociaż lubię kryminały i czytam je od czasu do czasu to tak skomplikowanego chyba naprawdę nie miałam jak dotąd okazji poznać. Bardzo wiele wątków, ogrom ludzi zalatanych w sprawę, masa miejsc we Francji wraz z opisami, które momentami mnie trochę męczyły ponieważ nie bardzo miałam pojęcie o co chodzi... Ale pomimo tego dojście krok po kroku do rozwikłania ej skomplikowanej zagadki sprawiło mi autentyczną przyjemność. Naprawdę wytężałam umysł, żeby odkryć co się wydarzyło i czuje się dumna, że udało mi się odgadnąć bardzo istotny szczegół na moment przed tym niż został on przedstawiony w książce ;)

Chciałabym wspomnieć Wam o jeszcze jednej rzeczy, a mianowicie o tym, że powieść ta jest napisana w sposób dosyć modny ostatnio czyli z punktu widzenia kilku osób. Rozdziały są przedstawione na przemian, chociaż nie ma reguły. Po prostu czasem narratorem jest Raphaël, czasem jego przyjaciel Marc, czasem sama Anna, czasem opowiadają przeszłość, czasem teraźniejszość. Jednak jest to o wiele mniej skomplikowane nóż mogłoby się wydawać, to właśnie pomaga nam w powolnym dążeniu do rozwiązania tej dziwnej i skomplikowanej sprawy. Także nie przedłużając na koniec powiem Wam tylko, że sama powieść okazała się dla mnie bardzo ciekawa i intrygująca, rozwiązanie tej zagadki wciągnęła mnie na tyle, że chciałam dowiedzieć się co wydarzy się dalej i jaki będzie kolejny krok głównych bohaterów. Jednak samo czytanie zajęło mi sporo czasu. Jest tutaj bowiem tyle różnych opisów, a sposób pisania tego autora wydaje mi się dosyć specyficzny więc po prostu nie pochłonęłam tej książki w jeden czy dwa dni,w moim przypadku czytanie zajęło sporo więcej czasu ;) Pomimo tego polecam, nie wiem jak będzie w Waszym przypadku, ale w moim to była jedna z najbardziej jak nie i najbardziej złożona historia kryminalna z jaką miałam do czynienia i było to bardzo ciekawe doświadczenie zmuszające moje szare komórki do wysiłku :)


6 października 2017

Tajemnice końskiej zagrody


MAGDA PODBYLSKA

wydawnictwo: BIS
ilość stron: 112
format: 16,5x23,5 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Jedni mówią, że to głupie, inni, że chore. Jeszcze inni w 100% się ze mną zgadzają i właśnie tą grupę ludzi kocham najbardziej. Czyli miłośników książek wszelakich. Ja naprawdę nie wiem jak można "nie lubić czytać". Mnie to się nie mieści w głowie. I nie patrzę na to czy są to lektury przeznaczone dla dorosłych, dla młodzieży czy dla dzieci. Czytam to co mi się podoba. I już. Mam pominąć jakieś fajne opowiadanie, tylko dlatego, że nie mam już nastu lat? A co to komu przeszkadza? Mnie tam się one podobają. A jak nie wierzycie, to spróbujcie sami. Mego odprężenie gwarantowane!

Dziś na przykład sięgnęłam do historii pewnych dwóch młodych detektywek. Tak w zasadzie ich działalność, to dla mnie żadne nowość, bo towarzyszyłam im już podczas wakacji w Zatoce Delfinów i ferii zimowych na Świstakowej Polanie. I jak pewnie pamiętacie z tych dwóch poprzednich książek - te małe dociekliwe dziewczynki nigdy nie miały czasu na nudę. Wszędzie gdzie tylko się pojawiły czyhała jakaś tajemnica. A ponieważ obie uwielbiają wprost rozwiązywać zagadki - nigdy długo nie traciły czasu i brały sprawy w swoje ręce. Tak też stanie się i tym razem. Jo wraz z kuzynką będą się świetnie bawić! Wierzcie mi.

Akcja tejże książki toczy się w stadninie koni. Miejscu, które moje obie córki kochają całym sercem i najchętniej nigdy by się stamtąd nie ruszały. Takie wakacje z końmi to ich marzenie, zatem pomyślałam sobie, że zanim je zrealizujemy - poczytamy trochę o "końskich" przygodach naszych zaprzyjaźnionych detektywek. A powiem Wam, że jak zwykle jest o czym. Bo w końskiej zagrodzie stale coś się dzieje. Nie ma czasu na lenistwo, bo jedna zagadka goni drugą. A przecież rozwiązywanie takich tajemnic wymaga sprytu, precyzji i nie mało czasu. Trzeba wszystko spisać, przeanalizować, zaplanować, przewidzieć. Dziewczynki zatem zapisują wszystkie szczegóły, każdy pomysł i zasłyszaną informację. A gdy już zbiorą odpowiednio obszerny materiał, zagadka już jest rozwiązana!

Tak więc tym razem ponownie spędzimy czas z tą parą młodych detektywek. Dowiemy się kto ukradł kwiaty z doniczki, gdzie podział się czarny kot pani Heleny lub co się stało z muchami. To oczywiście nie wszystko, bo zagadek tych jest więcej. Ale nie zamierzam Wam zdradzać wszystkich. Zdecydowanie fajniej będzie jeśli przeczytacie o nich sami!

Powiem Wam, że uwielbiam tego typu lektury dla moich dzieci. Przede wszystkim na pewno nie muszę martwić się o to, że po kilku zdaniach usłyszę: to jest nuddddneeee... Po drugie, takie lektury zachęcają młodego człowieka do lektury. Nie ma tu miejsca na coś takiego, że maluch zmęczy się czytaniem po pierwszej stronie. A nawet jeśli się zmęczy, to na pewno nam tego nie okaże, bo ciekawość co wydarzy się dalej będzie silniejsza i z przyjemnością doczyta rozdział do końca. Fajne jest również to, że takie opowiadania mobilizują dzieci do aktywności. To nie jest takie bierne czytanie. Dzieciaki starają się rozwikłać te zagadki razem z bohaterkami tej książki. W pewnym sensie rywalizują trochę z nimi, bo chcą rozwiązać te zagadki pierwsze. Dzięki temu muszą trochę pokombinować, uruchomić swoje szare komórki. Super prawda?

Spędzanie czasu przy książkach to dla mnie najlepsza forma relaksu. Naprawdę uwielbiam czytać i myślę, że zarażanie tą pasją moich dzieci było dobrą decyzją. Alicja nie zawsze ma ochotę na czytanie, ale gdy w jej ręce trafi jakaś ciekawa historia, trudno ją od niej oderwać. Tak wiec moim zadaniem jest zapewnienie jej wielu ciekawych wrażeń podczas lektury. Myślę, że ta książka to kolejna fajna propozycja. To książka, która na pewno sprosta jej wymaganiom i po którą z przyjemnością sięgnie. Nie dość, że przygody dziewczynek zawsze są bardzo ciekawe, to jeszcze rozwiązywanie z nimi zagadek to jedna z ulubionych czynności mojej dziesięciolatki. Fajne jest także to, że tym razem akcja rozgrywa się w stadninie koni, czyli miejscu, które moja dziewczynka kocha ponad wszystko. Cóż więc mogę Wam jeszcze napisać? POLECAM!!!


Książeczki bezpośrednio na Twojej poczcie :)