15 sierpnia 2017

Wszystko, co mam


KATIE MARSH

wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ilość stron: 488
format: 12,5x19,5 cm
rok wydania: 2016
dostępna: TUTAJ

Już od dawna kusiła mnie ta książka, ale ciągle odkładałam ją na później i ostatecznie chwytałam po coś innego. Jednak w końcu nadeszła pora, że już dłużej nie mogłam czekać, chciałam dowiedzieć się jak rozwinie się akcja, której kawałeczek miałam okazję poznać podczas czytania opisu. Bardzo mnie on zaciekawił. Wiedziałam, że nie będę zawiedziona. Jak dotąd, ani jedna książka z klubu "Kobiety to czytają!", z którą miałam okazję się zapoznać nie okazała się nudna czy też ciężka do przebrnięcia, wręcz przeciwnie - wszystkie te historie są bardzo ciekawe, bardzo życiowe i oczywiście wciągające :) Ale przecież nie o ogóle miałam pisać, a o tej konkretnej powieści...

Hanna jest nauczycielką z powołania. Uwielbia swój zawód, to uczucie, że robi coś dobrego dla innych ją uskrzydla. A właściwie to uskrzydlało. Niestety od pewnego czasu praca stała się katorgą. Jej kierowniczka wyraźnie się na nią uwzięła, a jej uczniowie zdecydowanie mają w nosie naukę. Na dodatek Hanna ma problemy w domu. Jej mąż jest bardzo dobrym adwokatem, praca pochłonęła go całkowicie, stał się zupełnie innym człowiekiem. Jest wredny, opryskliwy, prawie wcale nie ma go w domu, a kiedy jest to pije. O wszystko obwinia swoją żonę, bardzo źle ją traktuje. To nie jest już ten sam mężczyzna, w którym tak szaleńczo zakochała się Hanna. A przecież są po ślubie ledwo ponad 5 lat! Tak dłużej być nie może. Hanna jest bardzo nieszczęśliwa, musi zmienić swoje życie. Postanawia więc odejść od męża. W dniu, w którym chce go o tym poinformować znajduje go leżącego na podłodze. Tom miał udar, jego lewa strona jest sparaliżowana. Hanna nie może teraz od niego odejść. Pomimo tego jakim potworem się stał, ona jest jego żoną i musi mu pomóc, musi go teraz wspierać. Dlatego pozostaje u boku męża pomimo swojego wcześniejszego postanowienia. Rezygnuje z własnych marzeń, z własnego szczęścia, aby trwać u boku męża i wspierać go kiedy będzie tego potrzebował. Tom jest młodym, bo zaledwie 32-letnim mężczyzną. Jest duża szansa, że wróci do zdrowia jednak przed długi czas będzie potrzebował pomocy przy wszystkim. W chodzeniu, jedzeniu, ubieraniu się, goleniu itp. Jest bardzo sfrustrowany, że we wszystkim musi go wyręczać żona jednak jest jej także dozgonnie wdzięczny. Właśnie teraz, właśnie dzięki udarowi Tom ma wystarczająco dużo czasu, aby zastanowić się nad swoim życiem, nad swoim zachowaniem i nad swoimi uczuciami... 

Ten udar okazał się jednocześnie karą jak i uzdrowieniem. Jakkolwiek dziwnie to brzmi w moim odczuciu tak właśnie jest. Dzięki tej chorobie Tom mógł spojrzeć na swoje dotychczasowe życie i zastanowić się gdzie popełnił błąd, mógł przekonać się o tym jak bardzo oddana jest mu jego żona, jak bardzo ją kocha i za nic w świecie nie chciałby jej stracić. Prawdopodobnie gdyby nie udar nasz główny bohater wcale nie zmieniłby swojego zachowania, a co za tym idzie straciłby miłość swojego życia czyli Hannę. Także pomimo całej swojej straszliwości udar okazał się dla Toma punktem zwrotnym w jego życiu... A Hanna? Moim zdaniem to naprawdę wielkoduszna osoba. To dla swojego męża zrezygnowała z życiowych planów, to dla niego zaszyła się w nieciekawej londyńskiej szkole, to dlatego, aby on mógł piąć się po szczeblach kariery ona znosiła ten cały burdel w pracy. On okazał się kompletnym dupkiem, który nie potrafił tego docenić, a pomimo tego Hanna ruszyła mu na pomoc w potrzebie po raz kolejny rezygnując ze swoich postanowień i planów tak naprawdę nie oczekując niczego w zamian. Nawet w najśmielszych snach nie marzyła, o tym, że jej mąż może się zmienić... 

Przyznam, że czytałam tę książkę z ogromnym zainteresowaniem. Pomimo tego, że nie jest to romans (który tak bardzo uwielbiam), pomimo tego, że akcja toczy się tutaj powoli i spokojnie, czytało mi się ją naprawdę bardzo dobrze. Okazała się ona bardzo wciągającą lekturą, która uświadamia nam zarówno to jak kruche jest życie i zdrowie, ale także to że nie zawsze trzeba coś całkowicie przekreślać i rezygnować z tego ponieważ przy odrobinie wysiłku można to odzyskać. Wystarczy trochę wspólnych starań, trochę szczerych rozmów, mnóstwo spokoju i cierpliwości i trochę czasu, który leczy rany. Myślę, że warto podjąć taką próbę odbudowy związku jeśli tylko istnieje chociaż iskierka nadziei, że da się to zrobić... Kiedyś przeczytałam bardzo mądre słowa pewnego staruszka, który spytany o to jak przetrwał 50 lat w małżeństwie z jedną kobietą odpowiedział, że za jego czasów kiedy coś się zepsuło to się to naprawiało, a nie od razu wyrzucało do śmieci i kupowało nowe jak to teraz najczęściej wygląda. Ot i całe podsumowanie. Warto naprawiać - swoje życie, swoje zdrowie, swój związek, swoje zachowanie... "Wszystko, co mam" to książka ciekawa, mądra i dająca człowiekowi do myślenia. Polecam!


11 sierpnia 2017

Skazani na sukces


JENNIFER ECHOLS

wydawnictwo: Jaguar
ilość stron: 312
format: 13,5x20 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Nie tak dawno pisałam Wam recenzje dwóch poprzednich części z serii "Niezwykli". Zaraz po skończeniu "Pary idealnej" szybciutko chwyciłam po ostatnią książkę z tej serii czyli po "Skazanych na sukces". Seria okazała się na tyle ciekawa, że czym prędzej musiałam się dowiedzieć co też spotka ostatnią z trzech przyjaciółek... Naprawdę mnie wciągnęła :) A jeśli nie wiecie o co chodzi i co to za seria to polecam poprzednie recenzje. Było już o Tii i Willu oraz o ich statusie wybranym przez szkołę "Flirt roku". Poprzednio pisałam Wam też o Harper i Broodym im przyznano miano "Pary idealnej". Tym razem  jest o Kaye i Aidanie którzy zostali wybrani w kategorii "Skazani na sukces" oraz o Sawyerze, który im tę wyśnioną przyszłość przewrócił do góry nogami ;)

Kaye jest bardzo mądrą i ambitną dziewczyną, musi bardzo dużo się uczyć, musi mieć mnóstwo zajęć dodatkowych, musi zapomnieć o normalnym, zwyczajnym, nastoletnie życiu. Wybiera się bowiem na jedną z najlepszych uczelni w Ameryce i nie pozwoli, aby cokolwiek stanęło jej na drodze. Jest wiceprzewodniczącą szkolnego samorządu, jest kapitanem drużyny czirliderek. Od trzech lat jej chłopakiem jest sam przewodniczący samorządu... Ta dwójka miała wielkie plany na przyszłość. Oboje mierzący wysoko, wiedzący czego chcą, dążący zawzięcie do celu... Jednak Aidan jest nadętym, samolubnym człowiekiem. Kaye zaczyna to powoli dostrzegać, ich związek jest naprawdę coraz bardziej dziwny, powoli staje się rywalizacją. Aiden chce rządzić i nie odpuści nawet swojej dziewczynie Kaye. Kiedy więc Sawyer (szkolny błazen, który wszystkich wkurza, a jednak wszyscy go kochają) zaczyna robić w jej kierunku jakieś nietypowe i coraz bardziej śmiałe podchody dziewczyna zaczyna naprawdę tracić dla niego głowę. Jednak to jest Sawyer, drużynowa maskotka, chłopak którego ojciec przesiedział 15 lat w więzieniu, który na swoje utrzymanie pracuje w barze. Rodzice Kaye są całkowicie przeciwni temu chłopakowi, szczególnie matka, która sama miała nieciekawe dzieciństwo. Jej córka nie może spotykać się z takim niedoszłym kryminalistą! I chociaż nasza główna bohaterka zazwyczaj jest bardzo posłuszna i nie sprzeciwia się matce, to tym razem postanawia walczyć o swoje...

Powiem Wam, że te książki, cała ta seria przeznaczona jest raczej dla nastoletnich czytelniczek. Głównymi bohaterami są właśnie nastolatkowie (mający po 17-18 lat), ogólnie tematyka jest typowo szkolna, a z romansu mamy tutaj raczej delikatne podchody niż jakieś porywy miłosne, ale pomimo tego ja i tak wciągnęłam się tutaj na maksa. Czytało mi się tę książkę dobrze, przyjemnie i szybko. Fajnie spędziłam przy niej czas i co najważniejsze wcale się nie wynudziłam. Zarówno Kaye jak i Sawyer okazali się bardzo sympatycznymi ludźmi i naprawdę dało się ich polubić. Co prawda ona na początku miała takie "parcie na szkło" jednak z czasem zaczęła nieco bardziej przypominać typową nastolatkę, a nie bojącą się swojej surowej mamy córeczkę. Szczerze powiem, że czekałam na jakiś przejaw buntu z jej strony, strasznie wkurzała mnie jej mama ;) Za to Sawyer'owi kibicowałam od początku, odkąd przeczytałam pierwszą część z tej serii. Po prostu czułam, że pod tą maską szkolnego błazna kryje się świetny chłopak... Ale dosyć już Wam opowiedziałam. Na koniec dodam tylko, że pomimo tego, że to książki typowo nastolatkowe to jednak okazały się lekką, fajną lekturą, która mnie zaciekawiła. Przeczytałam wszystkie trzy części i podobały mi się. Jeśli nie oczekujecie jakiś wielkich zwrotów akcji, ani żadnego namiętnego romansu to polecam całą serię "Niezwykli" wydawnictwa Jaguar  :)


8 sierpnia 2017

Francuski klejnot


ANNA J. SZEPIELAK

wydawnictwo: Nasza Księgarnia
ilość stron: 416
format: 13,5x20,5 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Nawet nie śniłam, że książka, którą byłam nie tak dawno zachwycona doczeka się swojej kontynuacji. A jednak tak się stało! Pamiętacie "Francuskie zlecenie" Anny J. Szepielak, którą polecałam wam jakiś rok temu?? To była cudowna powieść, która na zawsze utkwiła w mojej pamięci. Romantyczna historia pełna rodzinnych tajemnic i wielu zwrotów akcji. Czytałam ją z zapartym tchem i byłam po prostu zachwycona ciekawą i wciągającą fabułą. A teraz to. "Francuski klejnot" czyli dalsze losy Ewy, Gerarda i całej reszty. Jestem przeszczęśliwa! Ja nie wiem jak Wam napisze tą recenzję, ale liczcie się z tym, że z tej oto mojej wypowiedzi cukier będzie wydostawał się w każdy możliwy sposób. Ale ja naprawdę uwielbiam te książki, kocham głównych bohaterów tej powieści i jestem wprost zachwycona rodzinnymi perypetiami opisanymi przez autorkę. Tak, to zdecydowanie książka dla mnie. Jestem nią oczarowana!

Ale tak jakoś od tyłu zaczęłam tą recenzję. A gdzie treść? Gdzie trzymanie w niepewności co do mojej opinii na jej temat? Mój plan wziął w łeb i już tego nie cofnę. Ale z pewnością mogę wspomnieć co nieco o na temat samej książki i tego co w niej znajdziemy :) A trzeba przyznać, że tym razem także na nudę narzekać nie będziemy. Bo choć wydarzenia opisane wewnątrz nie przeniosą nas ponownie do cudownej, pełnej uroku i niesamowitego klimatu Prowansji to i tak nie zabraknie nam tego wszystkiego co w książkach lubię najbardziej. Czyli rodzinnych tajemnic, zagadek z przeszłości, cudnego, sielskiego klimatu i słodkiego, ale jednocześnie napisanego z wielkim wyczuciem smaku romansu. Takie powieści właśnie lubię najbardziej. I właśnie to wszystko znajdziemy tutaj. 

A wszystko zaczyna się w momencie, gdy Ewa przybywa do Francji, by uczestniczyć w odczytaniu testamentu śp. Konstancji. Wszystko dzieje się już po wielu latach. Ewa jest już szczęśliwą mężatką i ma dwóch wspaniałych synków. Dziewczyna oczywiście wciąż utrzymuje kontakt z poznaną tamtego lata rodzinką. Zaprzyjaźniła się z Sophi i Alexem. Pokochała ten olbrzymi dom i pokochała całym sercem Francję. Niestety czas płynie, a życie nie zawsze układa się tak jakbyśmy sobie tego życzyli. Kłopoty nie omijają zatem i zaprzyjaźnioną francuską rodzinkę. Wygląda na to, że najwięcej zmartwień przysporzył swoim krewnym Alex. Utrata pracy, plotki i takie tam. Dużo by opowiadać. Tak czy inaczej chłopak nie potrafił ogarnąć tego co zaczęło dziać się w okół niego. Co więcej - śmierć ukochanej Konstancji sprawiła, że Alex trochę się pogubił. Dopadły go wyrzuty sumienia, że przez tyle lat nie spełnił obietnicy staruszki i nie odnalazł zaginionego przodka rodziny. Tak więc jego zżerało poczucie winy, natomiast jego bliskim sen z powiek spędzała myśl jak mu pomóc. I wtedy właśnie pojawiła się Ewa. Dziewczyna od razu znalazła rozwiązanie z tej sytuacji. Postanowiła bowiem podstępem wyrwać przyjaciela z domu i sprawić by nieco odpoczął z dala od cywilizacji. I tak dwójka przyjaciół wraz z najmłodszym synkiem naszej głównej bohaterki trafili do bardzo starej posiadłości prowadzonej przez chrześnicę Ewy. Kalina odziedziczyła budynek po babci. Niestety dla tak młodej osóbki prowadzenie agroturystyki nie jest łatwe. Szczególnie gdy nie ma się oparcia wśród rodziny, a ktoś w miasteczku za wszelką cenę próbuje pokrzyżować jej plany. Efekt tego wszystkiego jest taki, że dziewczyna nie ma wielu gości u siebie, a pieniądze topnieją z dnia na dzień. Najwyższy czas i temu zaradzić. Ale dość! Więcej już nie zdradzę. I tak sporo napisałam. Reszty dowiecie się sięgając po tę powieść. Obiecuję, że nie będziecie żałować. 

W tej części na pewno znajdziecie znacznie mniej opisów przyrody. Poprzednio autorkę poniosła wyobraźnia opisując te wszystkie przepiękne zakątki we Francji. I przyznam Wam się szczerze, że odrobinkę mi tego brakowało. Ogólnie nie jestem wielką miłośniczką takich fragmentów, ale Anna J. Szepielak robi to z takim wdziękiem i wyczuciem, że czytanie jej opisów było czystą przyjemnością. Dzięki temu znacznie łatwiej było mi wyobrazić sobie miejsca odwiedzane przez naszych bohaterów. I jakoś tak miałam wrażenie, że razem z nimi uczestniczę w tych wszystkich wydarzeniach. Tutaj troszkę mi tego brakowało. Z przyjemnością przeczytałabym o miejscu, w którym wszyscy przeżyli tak wiele przygód. Ciekawa jestem także jak wyglądał budynek, w którym zamieszkali. Ale spokojnie. To na pewno nie jest jakąś wielką wadą tej powieści. I tak uważam, że jest genialna i kocham ją całym sercem :) Nie zabrakło mi tu bowiem niczego więcej. Ponownie w opisanej przez autorkę historii nie zabraknie wielu ciekawych postaci, charakternych osobowości i zabawnych sytuacji. Pani Anna nie poskąpiła nam także ciekawostek z dawnych lat. Ponownie wraz z bohaterami będziemy grzebać w przeszłości i poznawać życie nieznanych przodków. Jest tu kilka zaskakujących zwrotów akcji. Niektórych sytuacji domyślamy się już wcześniej, ale niektóre nico namieszają nam w głowie. No i nie zabraknie nam tu także wątku miłosnego. Pięknej romantycznej miłości... Ach... aż przyjemnie poczytać o takim szczęściu... 

Ogólnie ta książka to lekka i przyjemna powieść, przy której możemy się zrelaksować. To świetna propozycja na zabicie czasu na przykład podczas podroży. Jest idealna na lenistwo pod chmurką lub długie jesienno-zimowe wieczory. I wiecie co? Trzymam kciuki, by autorka pomyślała o kolejnej części. Ale byłoby super! Byłoby cudownie!!! Teraz jednak zostawiam was z "Francuskim klejnotem", oraz jej poprzednią częścią, czyli "Francuskim zleceniem" - jeśli ktoś jeszcze po nią nie sięgnął. Ja jestem zachwycona. Polecam!!!


2 sierpnia 2017

Para idealna


JENNIFER ECHOLS

wydawnictwo: Jaguar
ilość stron: 304
format: 13,5x20 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Jakiś czas temu miałam okazję czytać oraz zamieszczać tutaj recenzję do książki pod tytułem "Flirt roku". Była to pierwsza część z serii "Niezwykli". Dzisiaj przyszła pora na część drugą. Przyznam, że poprzedni tytuł nie powalił mnie na kolana. Miło mi się czytało tamtą książkę i z całą pewnością skłamałabym gdybym napisała, że się przy niej nudziłam, ale zachowanie głównej bohaterki było dla mnie strasznie irytujące. No nie polubiłabym się z nią raczej "na żywo". Pomimo tego z zaciekawieniem sięgnęłam po kolejną część z tej serii. Miałam cichą nadzieję, że ta dziewczyna okaże się bardziej ogarnięta od poprzedniej i wiecie co? Zdecydowanie tak było ;)

Poprzednio głównymi bohaterami byli Tia oraz Will to oni w szkolnym głosowaniu zdobyli nominację "flirt roku". Tym razem poznamy bliżej Harper (przyjaciółkę Tii) oraz Brody'ego najlepszego footballiste w szkole. Ta dwójka została wybrana wśród innych uczniów "parą idealną" chociaż tak naprawdę wcale parą nie byli. Harper to taka zupełna indywidualistka, ma swój niepowtarzalny styl, ma konkretny cel, ma dokładnie sprecyzowane plany na przyszłość. Jest spokojna, ogarnięta, zazwyczaj robi to czego inni po niej oczekują.Nie ma doświadczenia z facetami. No i kocha fotografię za co od razu ją polubiłam, taka kumpela po fachu ;) Broody natomiast jest jej zupełnym przeciwieństwem, prawdziwy przystojniak, szkolny sportowiec, wszyscy go kochają, lgnie do ludzi, ciągle żartuje, dziewczyny się za nim uganiają, a on zmienia je jak rękawiczki. Nic dziwnego, że Harper nigdy nie zwracała na niego uwagi. Był z zupełnie innego świata, nawet przez myśl jej nie przeszło, że mogłaby mieć z nim cokolwiek wspólnego. Aż do czasu ogłoszenia wyników na przyznane w szkole tytuły. Od tamtej pory Harper zaczęła zupełnie inaczej na niego patrzeć, zaczęła zauważać, że nie jest on taki płytki na jakiego pozuje, zaczęła z nim coraz więcej rozmawiać. Okazało się, że to naprawdę mądry facet. Zaczynała coś do niego czuć, coś czego zupełnie czuć nie powinna. Jej zdaniem to było jednostronne, w dodatku strasznie nie fear w stosunku do chłopaka, z którym od niedawna się spotykała nawet pomimo tego, że on ją zupełnie ignorował i ciągle się o wszystko czepiał... A co jeśli Brody także zwrócił uwagę na Harper? Co jeśli ona zawróciła mu w głowie równie mocno jak on jej? Czy dwie tak zupełnie różne osoby mogą mieć ze sobą cokolwiek wspólnego? 

Tak jak wspominałam wyżej tym razem główna bohaterka mnie nie irytowała swoim zachowaniem. Jej podejście do całej sprawy było raczej normalne jak na 17-latkę przystało. Co prawda ja w jej wieku miałam już chłopaka na poważnie od kilku lat, ale zdaję sobie sprawę z tego, że to ja byłam wyjątkiem w tym temacie ;) Zarówno Harper jak i Brody okazali się bardzo sympatycznymi osobami, naprawdę dało się ich polubić, a to z pewnością ułatwia czytanie książki. Powiem Wam, że nie ma tutaj jakiejś porywającej akcji, wszystko toczy się raczej spokojnie i bez większych zwrotów. Sporo niepewności, niedopowiedzeń, sporo fotografii, przyjaźni, flirtowania, zawodu, radości, złości, godzenia się, maluteńka dawka namiętności... Tak to mniej więcej wygląda moimi oczami. Akcja toczy się na upalnej Florydzie, nad samym morzem więc mamy tutaj zupełnie letni, gorący klimat. I właśnie taka jest ta książka. Moim zdaniem to taka lekka, przyjemna lektura idealna na lato. Chociaż pomyślcie sobie jak fajnie byłoby coś takiego przeczytać w trakcie zimnej, śnieżnej zimy lub deszczowej, brzydkiej jesieni! Tak, to zdecydowanie książka na każdą porę roku ;) 


31 lipca 2017

Kuba i jego nocnik


LIESBET SLEGERS

wydawnictwo: Adamada
ilość stron: 32
format: 22x20,5 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Nocnikowy temat jest u nas aktualnie na czasie ;) Kiedy zobaczyłam tę książkę na stronie wydawnictwa Adamada od razu pomyślałam o tym, że jest ona wręcz idealna dla nas, a dokładniej dla mojego Dominika ;) Właśnie zaczynamy "odpieluchowywanie". Może taka książka nieco nas w tym wspomoże ;)

Powiem Wam, że moja cierpliwość przy drugim dziecku została nieźle nadszarpnięta. Dominik jest zupełnym przeciwieństwem swojego starszego brata. Naprawdę z niego jest taki typowy, stuprocentowy łobuziak, co to wszędzie wejdzie, wciśnie się, wespnie i zupełnie niczego się nie boi. Jego poziom lęku jest narazie minimalny! Jeszcze trochę i moje serce tego nie wytrzyma ;) Także mówiąc szczerze, moja cierpliwość przy Dominiku jest o wiele wiele mniejsza niż przy Nikodemie kiedyś. Teraz ciężko nawet spokojnie usiąść, bo wiem, że za 3 sekundy moje dziecko zrobi coś czego z pewnością nie powinno robić ;) 

Wracając do głównego nocnikowego tematu, tak samo jest właśnie z naszym "odpieluchowywaniem". Dziecko moje niby wie o co chodzi, widać, że rozumie, ale w zależności od jego humoru, albo sika ładnie za każdym razem do nocniczka (potrafi tak cały dzień), albo tam gdzie siedzi czy stoi, zazwyczaj obsikując przy tym zabawki, książeczki czy inne rzeczy nie nadające się do obsikiwania. Także tak, nie mam cierpliwości do tej nauki, najchętniej bym odpuściła i jeszcze poczekała, ale kurcze to by było pójście na łatwiznę. Dla tych co nie wiedzą napiszę, że mój Dominik ma 2 lata i 3 miesiące. Naprawdę chciałabym abyśmy wyszli już z tych pampersów ;) 

Pomyślałam sobie, że jeśli istnieje książka o takiej tematyce to spróbuję to wykorzystać, bo czemu by nie spróbować? Wiem, że cudów to ona nie zdziała, ale może akurat zainspiruje mojego syna ;) W końcu tutaj głównym bohaterem też jest mały chłopczyk, który tak jak i Dominik dostał od mamy nowe majteczki, tak jak Dominik z wielką radością założył je na pupę i tak jak Dominik uwielbia oglądać książeczki podczas siedzenia na nocniczku. Tyle podobieństw!

Mały Kubuś rozumie już co to nocniczek jednak podczas zabawy zupełnie zapomniał o pisianiu na nocniczek więc nowe majteczki zostały zmoczone. Chłopiec bardzo się przejął i zaczął płakać, ale mamusia go pocieszyła, zamieniła mokre majteczki na nowe, a te brudne włożyła do prania. Teraz Kubuś jest już bardziej ostrożny i jak tylko czuje łaskotanie w brzuszku to szybko biegnie na nocniczek. Tym razem udaje mu się zrobić siusiu i na dodatek kupkę. Kubuś bardzo się cieszy, że zdążył, mamusia jest z niego dumna :)

Historyjka ta jest dosyć krótka, ale za to bardzo życiowa, zupełnie jakby wyjęta z naszego życia dlatego też sądzę, że może się ona okazać pomocna u każdego kto właśnie zaczyna powoli naukę korzystania z nocniczka. Nie ma tutaj instrukcji jak nauczyć dziecko sikać do nocnika, czy te z jaki jest złoty środek, aby pozbyć się całkowicie pampersów, ale mimo wszystko jest to przyjemna, prosta w odbiorze opowieść o małym Kubusiu, który zrozumiał do czego służy nocniczek.

Książeczka ta jest nie tylko ciekawa, ale i naprawdę bardzo ładna. Mamy tutaj sztywną okładkę, kwadratowy, poręczny format, strony śliskie i nie takie zupełnie cienkie i miękkie. Tekstu nie ma wiele, zamieszczony jest on na kolorowych stronach, czcionka jest spora i czytelna. Zdania są krótkie i proste dzięki czemu są zrozumiałe nawet dla maluchów. 

No i ilustracje, moim zdaniem bardzo fajne. Są bardzo kolorowe, są proste, bez drobnych szczegółów, są bardzo kontrastowe i wesołe. Pokazują wszystko to o czym czytamy w tej historyjce. Całość ogromnie mi się podoba, zarówno pod względem wyglądu jak i tekstu. Może niekoniecznie nauczy nasze dziecko korzystania z nocniczka, ale z pewnością sprawi, że maluch zainteresuje się tematem. Może bardziej oporne dzieciaczki zechcą tak jak mały Kubuś usiąść na nocniczku i spróbować coś w nim zostawić ;) Warto się przekonać ;)


28 lipca 2017

Tysiąc odłamków ciebie


CLAUDIA GRAY

wydawnictwo: Jaguar
ilość stron: 366
format: 15x21,5 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Tak za mną "chodziła" ta książka, wszędzie ją widywałam, ciągle gdzieś mi migała ta okładka, co rusz gdzieś widziałam opinie na jej temat i w końcu musiałam sama po nią chwycić, nie mogłabym spać spokojnie gdybym sama nie postanowiła jej przeczytać :) Od zawsze bardzo lubiłam takie fantasy, albo może lepiej w tym przypadku nazwać to po prostu science fiction, pasuje zdecydowanie lepiej. Przyznam, że byłam ciekawa tej książki jak tylko zobaczyłam jej okładkę. Takiego mam okładkowego fioła ;) Jeszcze bardziej ciekawa zrobiłam się po przeczytaniu opisu na stronie wydawnictwa. Także ja już jestem po lekturze tej powieści teraz Wam ją nieco bardziej przybliżę :) 

Marguerite to zwyczajna nastolatka mieszkająca w niezbyt zwyczajnym domu. Co prawda jej dom jako budynek nie różni się jakoś specjalnie od innych jednak jej rodzina już zdecydowanie tak. Mama i tata są wybitnymi fizykami, siostra idzie w naukowe ślady rodziców, stałymi gośćmi u nich są także doktoranci współpracujący z jej rodzicami. Asystenci Paul i Theo praktycznie z nimi mieszkają, są jak rodzina. Kiedy więc okazuje się, że Paul prawdopodobnie zamordował ojca Marguerite, dziewczyna wraz z Theo wyrusza w pogoń, aby go dorwać i wymierzyć mu sprawiedliwość. Jednak nie będzie to zwyczajna pogoń. Rodzice Marguerite wynaleźli coś niesamowitego, wygląda to jak wisiorek jednak jest to coś o wiele, wiele bardziej niezwykłego. Urządzenie to zwane jest Firebirdem i służy do przenoszenia się (a właściwie tylko swojej świadomości) do równoległych wymiarów. To właśnie tam przeskakuje Paul, a Marguerite wraz z Theo wyruszają za nim. Najpierw odwiedzają Londyn. Ten wymiar pomimo tego, że data jest identyczna jak w naszym świecie, jest o wiele, wiele bardziej rozwinięty technologicznie. Później odwiedzają Rosję, ten wymiar pomimo tej samej daty jest o wiele bardziej w tyle niż my teraz... Kolejny wymiar jest bardzo podobny do tego, w którym żyją na co dzień, ale jest też taki, w którym większość kontynentów znajduje się pod wodą... W każdym z wymiarów nasza główna bohaterka i jej towarzysz trafiają do własnych ciał, które żyją w tamtych światach, chwilowo przejmują więc życia innych wersji siebie...

Nie będę Wam teraz tego wszystkiego dokładnie objaśniała. Wiem, że na pierwszy rzut oka wydaje się to dosyć skomplikowane, jednak tak naprawdę w trakcie czytania dosyć szybko zrozumiemy o co w tym wszystkim chodzi. Przeskakiwanie między równoległymi wymiarami stanie się dla nas jak najbardziej zrozumiałe i z całą pewnością okaże się także interesujące. Tym bardziej, że jest tutaj także akcja i naprawdę sporo się dzieje. Marguerite w każdym z tych wymiarów spotyka Paula, szybko okazuje się, że został on wrobiony i prawdopodobnie to wcale nie in zamordował jej ojca. Jednak on coś ukrywa, próbuje działać na własną rękę, nie chce powiedzieć jej całej prawdy więc dziewczyna na własną rękę próbuje dojść do rozwiązania tej skomplikowanej zagadki. Jednak grozi jej niebezpieczeństwo. Paul chce ją chronić, Theo także, każdy z nich darzy ją uczuciem, ona sama nie wie co tak naprawdę czuje. Niestety jeden z nich okazuje się oszustem...

Nie zdradzę więcej, musicie sami przekonać się o co tutaj tak naprawdę chodzi. Ja ze swojej strony mogę powiedzieć Wam, że z całą pewnością nie ma ani odrobiny szans na to, że sami rozwiążecie tą zagadkę. Nic nie jest tutaj jasne, nie idzie domyślić się jakie będzie zakończenie. Chociaż tak naprawdę tutaj nie ma zakończenie. W przygotowaniu są kolejne części więc akcja będzie toczyła się dalej. Ja już nie mogę się doczekać. Spotkałam się z opinią, że powieść ta jest nudna, że szkoda tracić na nią czas. Zupełnie się z tym nie zgadzam! Na początku było trochę nudniej, były opisy tych podróży między wymiarowych, trochę naukowych spraw, ale wszystko to po to, abyśmy jak najlepiej zrozumieli o co chodzi, jak to działa. Szybko akcja sie rozkręciła, mnie wciągnęła na maksa. Byłam ciekawa gdzie jeszcze trafi nasza główna bohaterka, co się wydarzy, jakie tajemnice wyjdą na jaw, jak zakończy się ta cała zwariowana akcja. Nie zawiodłam się i czekam na kontynuacje :) Jeśli lubicie takie klimaty Sci-Fi z nutką romansu to polecam :)


27 lipca 2017

Przygody jeża Szymona


URSZULA SIEŃKOWSKA-CIOCH

wydawnictwo: Literatura
ilość stron: 80
format: 20x26 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ


Ta książka wpadła mi w oko od pierwszego wejrzenia. Kiedy tylko zobaczyłam ją w zapowiedziach wydawnictwa Literatura, wiedziałam, że będzie nasza :) Po prostu nie mogłabym przejść obok niej obojętnie. Zresztą spójrzcie sami, od razu widać, że jest cudna, prawda :) ?

Na początku chciałam, aby za jej czytanie zabrał się mój starszak jednak potem stwierdziłam, że on to jednak za duży (i za "męski") na taką lekturę ;) Tak, mój syn to taki typowy chłopak, co to lubi to co typowo chłopięce. Zwierzątka z tej książki z całą pewnością okażą się fajne i ciekawe zarówno dla chłopców jak i dziewczynek jednak moim zdaniem dla nieco mniejszych. Mój starszy syn ma już 9 lat, nie wypadałoby mu czytać takiej książeczki ;) Jesteście ciekawi dlaczego? Już Wam o niej opowiadam...

Poznamy tutaj małego jeżyka Szymona oraz jego mamusię. Szymon jest bardzo lękliwy i często ze strachu zwija się w kulkę, ale on dopiero poznaje otaczający go świat więc nie ma się co dziwić. Szymon i mama mieszkają w lesie, ale właśnie wybierają się w podróż do ogrodu dziadka Mariana. Zbliża się zima i to zawsze tam mama Szymona zawsze zapada w sen zimowy. To pierwsza jesień naszego małego bohatera i tak naprawdę wszystko co go otacza jest dla niego zupełną nowością...

Dwa jeżyki spotykają po drodze wiele różnych stworzeń i przedmiotów. Na przykład przemądrzałą wronę Krychę, której nikt nie lubi, czarnego kota Franka, który od początku zaprzyjaźnia się z małym jeżykiem, dwie krowy pasące się łące, sympatycznego psa Bastera, koguta Helmuta, cztery kury o imionach Baśka, Staśka, Aśka i Teśka, a także przebiegłego rudego lisa, bociana Tośka, wiewiórkę Basię...

W książce tej znajduje się podział "na pory roku". Mamy bowiem przygodę jesienną, przygodę zimową, przygodę wiosenną oraz przygodę letnią. Wraz z naszymi jeżykami spędzimy cały rok. Będziemy towarzyszyć im w wędrówce do ogrodu dziadka, w przygotowaniach do snu zimowego, w przebudzeniu się Szymona w środku zimy, w przepędzeniu niebezpiecznego lisa, w wiosennej pobudce, w powrocie do lasu, w letnim spotkaniu z przyjaciółmi z podwórka... Nie będę opisywała Wam wszystkiego, to co napisałam to jest tak naprawdę bardzo ogólnie przedstawione. Ale jestem pewna, że sami przekonacie się o tym najlepiej :)

Wspominałam na początku, że moim zdaniem jest to książka dla młodszych czytelników, już tłumaczę dlaczego. Chociaż tekstu do czytania jest tutaj sporo i raczej żaden maluch nie przeczyta tej książki samodzielnie to jednak jest tutaj w tekście bardzo dużo wyrażeń dźwiękonaśladowczych takich jak na przykład "chrum, chrum, chrum", "kra, kra, kra", "miau", "kukuryku", "hau, hau", "bum", "dzyń, dzyń" itp.

Moim zdaniem są one wręcz idealne dla młodszych dzieci. Dzięki temu mogą poćwiczyć mowę, języczek, dowiedzą się jakie odgłosy wydają różne zwierzęta, przedmioty i zdecydowanie będą miały przy tym mnóstwo frajdy. Dodatkowo w tekście wszystkie te dźwiękonaśladowcze wyrazy są wyszczególnione kolorową i większą czcionką więc starszaki mogą też poćwiczyć samodzielne czytanie :)

Książka ta jest bardzo, ale to bardzo ciekawa. Moje dzieci słuchały ją z wielkim zainteresowaniem (ja czytałam, młodszy największą radochę miał z tych wszystkich odgłosów, a starszy udawał, że jest już za duży na tę opowieść) ;) Mi także bardzo się spodobała, bohaterowie są tutaj przesympatyczni, nie sposób ich nie lubić. Doczytałam, że to debiut literacki tej autorki, skoro tak to ja już nie mogę doczekać się kolejnych opowiadań. Zdecydowanie jest na co czekać :) Brawa wielkie! No i to wydanie, moim zdaniem przepiękne! Super format, sztywna okładka, śliskie strony no i te ilustracje! Te kolory! Uwielbiam oglądać tę książkę, mogłabym patrzeć na nią godzinami. Także gratulacje także dla ilustratorki. Czekam na więcej :) Polecam serdecznie!



Książeczki bezpośrednio na Twojej poczcie :)